piątek, 7 grudnia 2012

Winna!


List do Mikołaja!

Kochany Mikołaju!
Piszę do Ciebie, bo zauważyłam, że jak nie napiszę, to jakoś nic nie potrafisz załatwić i co roku mam z Twoją hojnością pewne problemy.
W tym roku pod choinką chciałabym zobaczyć coś, czego nie będę musiała oddawać zaraz po sylwestrze. Nie kupuj mi już drogich rajstop. Gdybym złączyła wszystkie rajtki, które w tej chwili są w moim posiadaniu, to mogłabym z nich zrobić kokardkę, którą obwiązałabym kulę ziemską. Nie kupuj mi perfum. Jakoś serca do tego nie masz, Mikołaju. Rok temu, skropiona zapachem od Ciebie, wytrułam kilka osób na pasterce. Odpuść też inne kosmetyki. Wiem, że moje ciało ulega ciągłemu rozpadowi, a Mikołaj widzi wszystko, ale ja naprawdę nie mam czasu wklepywać kolejnych specyfików w rozstępy, cellulity, żylaki, zmarszczki mimiczne... Bo ja jeszcze nie mam rozstępów, cellulitów, żylaków i zmarszczek mimicznych (przynajmniej nie tak dużo).

środa, 5 grudnia 2012

Mikołaju, to karalne!


Cień ideału


Idzie ulicą w butach na wysokich obcasach, każdy odwraca za nią wzrok. Bezimienna jest doskonała pod każdym względem. Ideał. Wszystko udaje się jej najlepiej. Osiąga każdy cel, chociaż nigdy nie wkłada w wykonywane zajęcia więcej wysiłku niż wymagane minimum. Nie przejmuje się niczym. Potrafi zadbać o siebie, w każdej sytuacji czerpie największe korzyści. Dobro własne przede wszystkim.  
Ubrana w błękitną sukienkę z dekoltem na plecach. Każde jej posunięcie ma określony cel. Najczęściej służy przypodobaniu się innym. Jej punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, swoje przekonania dostosowuje do sytuacji. Chce być cool. Właśnie tak o sobie myśli, „jestem cool”.
Włosy Bezimiennej połyskują w słońcu. Ona cała zawsze lśni. Osiąga każdy cel i zawsze stawia na swoim, a nawet jeśli nie, to porażkę przyjmuje w taki sposób, jakby była ogromnym sukcesem, którym należy się chwalić, o którym musi usłyszeć cały świat.
fot. photocompetition.upclive.com
Czerwona szminka rzuca się w oczy przechodniów. Jest odważna. Nie boi się niczego. Spadochrony, nurkowanie. Jest wysportowana. Ciągle podróżuje, również do egzotycznych krajów. Poznaje nowe miejsca, spotyka ciekawych ludzi, uczy się języków.
Bezimienna idzie sama i jest  tego dumna. Nie przywiązuje uwagi do miejsc i ludzi. Żyje sama dla siebie i z myślą o sobie. Jest jej dobrze w samotności. Nie potrafi dbać o drugą osobę, skupia się na słowie „ja”. Niezależna, niczym nie skrępowana, samolubna. Dostrzega błędy i potknięcia tylko osób wokół niej, nigdy swoje.
Ideał – nie wymarzony mężczyzna, ale kobieta, która jest ucieleśnieniem wszystkich cech, o których zawsze marzyłyśmy. Miałam taki ideał. Możliwe, że każda z nas miała lub nadal ma. Ideał, który prześladował mnie niczym cień, przypominał o wszystkich niedoskonałościach. Dzisiaj, kiedy spotykam Bezimienną po latach, myślę „jak dobrze, że jestem sobą”. Nawet, jeśli jestem nieodporna psychicznie, łatwowierna, nawet kiedy rozklejam się przy pierwszej lepszej okazji, oglądając „Holiday”, czy „Uwierz w ducha”:). Po co wypracowywać w sobie cechy, które są całkowitym zaprzeczeniem mnie? Głupota.

Holidej

Praca i śledzie


Zrobić coś dla innych


Wystarczy podjąć drobne kroki, aby pomóc innym. Być może nie zbawimy świata, ale przecież możemy zbawić najbliższe otoczenie…

Raszplowa myśl na obchodzony dziś Międzynarodowy Dzień Wolontariusza. Niestety nigdy nie byłam wolontariuszem, czego żałuję, ale postanowiłam dziś, że jeszcze przed końcem roku podejmę ten mały krok i zostanę dawcą krwi. 
fot. wolontariatagrafka.pl
Może jakieś inne pomysły, w jaki sposób możemy pomóc innym? – zadanie na dziś J

Holidej

PS. Wolontariuszom życzę wytrwałości i tego, by dobro, które dali innym, wróciło do nich z podwójną siłą.

wtorek, 4 grudnia 2012

Aj law ju do bólu


Kompromis

Holidej ma dla Was raszplową myśl na dzisiaj.

W życiu piękne są tylko chwile…


... Usłyszałam w radiu popijając rano kawę. To prawda. W życiu piękne są tylko chwile, ale zastanawiając się nad życiem swoim i życiem w ogóle, dochodzę do wniosku, że życie to przecież zlepek tysięcy chwil. Tych dobrych, cudownych, niezapomnianych, ale i smutnych, przygnębiających, bolesnych. I jakkolwiek straszne będą nasze chwile każda z nich ma w sobie cząstkę piękna, każda daje nam coś wartościowego, doświadcza, wpływa na umysł i duszę, staje się częścią nas, nawet jeżeli sprawia ból, jeśli przynosi śmierć.
Dążę do tego, że skoro w życiu piękne są chwile, a życie to zlepek chwil, to wniosek jest jeden: życie jest piękne. Jest. Nieważne jak bardzo daje ci w kość. Kiedy wątpisz w to, o czym mówię, pomyśl o wszystkim, co piękne, o dobrych osobach, które stanęły na twojej drodze, o niesamowitych momentach w życiu, kubku ulubionej kawy i czekoladowym batoniku, który zawsze poprawia nastrój. O tych wielkich, niezapomnianych chwilach, o drobiazgach przynoszących codzienne szczęście.
Wiem, to wszystko jest okropnie ckliwe, może to przez nocne oglądanie komedii romantycznych z ukochaną przyjaciółką, może przez sypiący za oknem biały puch. Sęk w tym, że chcę tego, co ckliwe, chcę być niepoprawną optymistką, chcę żeby moje życie było jednym wielkim happy endem. Czy to możliwe? Mam nadzieję, że tak. To był dla mnie ciężki rok, ale jednocześnie przeżyłam  tak wiele niesamowitych chwil. Podsumowując powiem jedno, grunt to pozytywne myślenie i różowe okulary w pogotowiu. Wtedy łatwiej dostrzec, że w życiu piękne jest... życie.

Holidej

Trzeba się wyluzować



„Jestem kobietą, wodą, ogniem, burzą, perłą na dnie..” śpiewała niegdyś wokalistka, której twórczość nie za bardzo lubię. Nie dlatego jednak się z tymi słowami nie zgadzam. Prawda jest bardziej brutalna. Według mnie po prostu:

Kobieta jest robotem – ma 39 stopni gorączki, ale musi ugotować obiad z trzech dań. Nie przejdzie obojętnie obok kurzu na szafce, chociaż ledwo trzyma się na nogach. Znam przypadek takiej, która podczas ataku rwy kulszowej, myła o pierwszej w nocy kredens w kuchni. Po co wam to, za dużo tej perfekcyjnej, wiadomo kogo.
Kobieta to emocjonalny rollercoaster – idą za rękę, śmieją się, całują i nagle trafia ją szlag. Bo przypomniała sobie, że trzy dni temu on rozrzucił skarpetki i w sumie nadal ją to wkurza. I zaczyna się stan menopauzalny. „Bo ty mi nigdy nie pomagasz”, „Bo ty mnie nigdy nie słuchasz”.
Kobieta rozkminia – O czym myślisz? – pyta go eteryczna istota w najmniej oczekiwanym momencie, np. „po”. Otóż faceci, tym różnią się od nas, że mają w mózgu szufladkę z napisem „nicość”. Kiedyś o tym słyszałam i się z tym zgodzę. Kiedy jest dobrze, po co zastanawiać się nad drobiazgami. Po prostu jest fajnie. Nie rozkminiaj. Niby co on ma powiedzieć: „ O Tobie”, czy „O wojnie w Czeczenii”. On się najzwyczajniej w świecie cieszy. Tyle
Kobieta lubi równania – szczególnie porównywać się z innymi. Że włosy mogłyby być jak u Kasi, zęby Zdzisi są lepsze, a talia, talia to tylko tej Karoliny z bloku obok. I potem pyta się takiego wpatrzonego w nią: „Czy nie jestem za gruba”, „Mogłabym trochę schudnąć”… Oni mają to gdzieś, kiedy was kochają. Sformułowanie, „erotyczna powierzchnia użytkowa” to coś co widzą. A wy zamiast wymyślać, nie wpieprzajcie kabanosów o drugiej w nocy.

Kobiety, pamiętajcie jak powiedział Laska z „Chłopaki nie płaczą” – „Trzeba się wyluzować”.

Alcatraz

Jak uwieść faceta (dziesięć niezbędnych warunków)

Potrafię uwieść każdego faceta. Serio. Dzisiaj podzielę się z Wami tą tajemną wiedzą. Bo tak naprawdę wystarczy spełnić tylko kilka warunków.

Warunek 1:
Słuchaj faceta. Każdy facet jest trochę jak mała baletnica, stawiająca pierwsze kroki na scenie. Potrzebuję uwagi. Wiadomo, że czasami nie interesuje nas wymiana tłumika, jakiś interfejs na usb, chłodnica, maźnica, gaśnica, bóg wie co tam jeszcze, ale słuchać trzeba. Facet wysłuchany to facet szczęśliwy.

Warunek 2:
Praw mu komplementy. Kobietom się wydaje, że tylko faceci są od prawienia komplementów. Niestety te czasy minęły już dawno. Najlepiej traktować faceta trochę, jak produkt reklamowy. Ty jesteś copywriterką i musisz stworzyć mu dobry slogan, hasło reklamowe, pozytywne public relations. Mów mu za co go cenisz, podziwiasz, czym cię zaskakuje. Najlepiej twórz porównania (tylko nie takie w stylu "jesteś bystry, jak Forrest Gump"), dzięki nim facet cię zapamięta, będziesz kojarzyła mu się z czymś dobrym. Często jest tak, że odkrywasz w facecie cechę, o której on sam wcześniej nie wiedział. Wielu już za to się w tobie zakocha.

Facecie...

Nie staraj się zrozumieć wszystkich kobiet, tylko mnie.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Wehikuł czasu


Kiedy ma się szesnaście lat, wygląda się jak przez okno (być może są szczęściary, które już wtedy były piękne, jak do nich nie należałam), nosi się za duże ubrania i spotyka z niewłaściwymi chłopakami. I do tego małe kraterki na twarzy, „wulkany” wybuchające w najmniej oczekiwanych porach dniach.
Moja fryzura przypominała gniazdo, w którym mogły żyć pterodaktyle. Każdy włos sterczał w różną stronę, jak takie antenki, ściągałam na zmianę nocne programy dla dorosłych i „Domowe Przedszkole”. No może pomiędzy, jakiś teledysk Guns n’Roses się zdarzył. Ubrania miały ukryć nadprogramowe kilogramy i chyba całą złość jaką miałam w stosunku do otaczającego mnie świata. Pragnę tu nadmienić, że byłam posiadaczką czarnego swetra, sięgającego niemal za kolana o wdzięcznym imieniu Al. Przyjaźniłam się z Asią, właścicielką najgłośniejszego i najbardziej szyderczego śmiechu w klasie. Aśka była również właścicielką pająka w stanie hibernacji, którego trzymała w piórniku. Zdaje się, że zwał się Herman.
To był także czas niegrzecznych chłopców...skóra, glany i jedna wielka anarchia w głowie. Taki niby zbuntowany rycerz.... Z czasem okazało się, że z niegrzecznych chłopców wyrastają dorośli łajdacy, od których słyszysz, że „jesteś jednym, wielkim pierdolonym problemem”. Wielkie swetry nie ukryją problemów, ani braku akceptacji. I nawet jeżeli przestaniesz być „pryszczatką”, tak naprawdę nie zmieni się nic, bo nadal w środku będziesz, nie bójmy się tego słowa „dupą wołową”.
Nie cofnęłabym się w czasie, bo dobrze mi tak jak teraz. Bo nie jestem małym zakompleksionym stworzonkiem, szukającym akceptacji u faceta. Bo uważam, że jestem po prostu fajna. Toksyczne typki posyłam kopniakiem na księżyc. Nie ze mną te numery. Nadal widuję się z Asią i uważam, że czarny to nie kolor, to styl życia. Moje włosy odbierają jeszcze więcej programów. Jednak...nie czaję się w koncie, aż ktoś mnie z niego wyciągnie. Zachłannie biorę życie, bo czuję, że żyję dopiero od niedawna. Odpuściłam bezsensowne znajomości, udawane przyjaźnie. Nie zamierzam być idealna. Nie spełniam czyichś oczekiwań. Boże, jak mi jest łatwo. Lepiej późno, niż za późno.

Alcatraz

Well I am just out of school

I am real real cool

I got the jump got the jive

Got the message I'm alive

I'm a wild I'm Wild One!

Ohhh yeah I'm a Wild One!

I'm gonna keep a shakin'

I'm gonna keep a movin' baby

Don't you cramp my style I'm a real wild child!


Dzika



Poigram dziś z losem
Trochę hazardu
Zabawię się
On będzie krupierem
Ja jego ofiarą w przydługim swetrze

Stojąc na starym chodniku
Kołysząc się na szarej płycie
Oddaje się jej pod opiekę
Ważą się moje losy

Jestem ostatnim owocem
Być może nadgniłym, który
Został na tym dziwnym drzewie
Zwanym światem

Nie ma już nic ze mnie
Płyta pęka, drzewo umiera
Ale trwam jak film na nocnym seansie
Choćby nie przyszedł nikt






Jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości...


Gentelman zawsze w cenie

fot. by aleseriale.pl
fot. aleseriale.pl
Nie wiem jak wy, ale ja jestem pod wrażeniem, kiedy facet przepuszcza mnie przodem w drzwiach, ustępuje miejsca w zatłoczonym autobusie, czy wyręcza mnie w dźwiganiu ciężkich zakupów. Ostatnio – dzięki codziennej, miesięcznej podróży pociągiem – ku mojemu zdziwieniu zauważyłam, że tacy mężczyźni nadal istnieją, mimo, że uważani są za gatunek wymarły. Chociażby w miniony piątek.  Kiedy wpadłam do wagonu po wcześniejszym kilkuminutowym sprincie na peron zrobiło mi się słabo na myśl o tym, że będę musiała stać przez następną godzinę w ciasnym przedziale. Wszystkie miejsca siedzące były zajęte, a o wygodne miejsce stojące też było trudno. Byłam wręcz wstrząśnięta, kiedy jeden z mężczyzn wstał i wskazując na swoje miejsce zaznaczył, że mogę usiąść. A jeszcze parę dni wcześniej jeden z podróżnych (płci męskiej) zwrócił uwagę drugiemu, który rozłożył na miejscu obok torby z zakupami. Kiedy „obładowany” ustąpił, ten drugi z zadowoleniem powiedział, że teraz mogę wygodnie usiąść.
Zastanawiając się, gdzie CI mężczyźni, przyszło mi do głowy, że my same po części doprowadziłyśmy do ich wyginięcia, m. in. dzięki hasłom w stylu: „nie chcę, żebyś pomagał mi nosić ciężkie torby, uważasz, że jestem słaba?”, „płacisz za mnie – sugerujesz, że nie potrafię zarobić tyle, co ty!”. Z drugiej jednak strony są faceci, którzy celowo doprowadzają do wyginięcia cech i zachowań gentelmana, wykorzystując nasze usilne błagania o równe traktowanie w sferze zawodowej i prywatnej.
Jeżeli chodzi o mnie, mówię TAK dla przepuszczania kobiety w drzwiach, wstawania, kiedy podchodzi do stołu, otwierania drzwi, płacenia na randce, ustępowania miejsca, pomocy przy noszeniu zakupów… Właściwie jedyne NIE dotyczy całowania w rękę, którego po prostu nie lubię. Myślę, że mężczyzna, którego stać na takie gesty zawsze będzie postrzegany przez kobiety w lepszym świetle. Jeżeli nie przez wszystkie, to ręczę, że przez zdecydowaną większość.

Holidej

Mieć hejta...

Czy na Ziemi są istoty myślące - owszem, ale ja tylko z wizytą... - napis zobaczony na murze.

Bo czasem wszyscy są jak "włos w zupie"...

Alcatraz

niedziela, 25 listopada 2012

Zakochane, durne idiotki

Dzisiaj (po rozmowie z jedną zakochaną) nasunęła mi się płciowa różnica bycia w związku. Bo facet, który jest w związku, to po prostu facet, który jest w związku. Zaś kobieta, która jest w związku, to kobieta częściowo wyłączona życiowo. 


Odkryłam, że kobieta, gdy przeżywa stan zakochania:
a) mówi tylko o Nim, bo tylko On jest godny strzępienia sobie jęzora (i każdy ma obowiązek tego słuchać);
b) myśli tylko o Nim, bo o czym jeszcze można by myśleć;
c) martwi się, czy aby na pewno zasłużyła na jego miłość (o tym, czy on zasłużył na jej miłość jakoś nie ma potrzeby myśleć);
d) jest przekonana, że jej uczucie, związek, motyle w brzuchu, emocje wywołane przez lubego są najważniejsze na świecie (nie, Moja Droga, to wszystko to gówno, które interesuje tylko Ciebie i ewentualnie Twojego faceta, jeśli jest totalnym laczkiem i lubi analizować z Tobą takie pierdoły);
e) zapomina o urodzinach przyjaciółki, ale ma do tego święte prawo, bo była z Misiem na basenie tego dnia, bo akurat przypadała ich trzecia miesięcznica (osz, co to w ogóle jest ta miesięcznica?!);
f) ciągle się głupio pyta, jak wygląda (wiadomo, że ładnie wygląda, bo jak ktoś jest szczęśliwy, to przeważnie ładnie wygląda, no i jak spędziła ostatnie dwie godziny u kosmetyczki to także trudno wyglądać źle);

Imię eks podczas s.

Holigoli ma dla Was słowo na niedzielę. Weźcie to sobie do serca. 



wtorek, 20 listopada 2012

W poszukiwaniu "koguta domowego"


Każda z nas jest kurą. Mniej, bądź bardziej, ale zawsze, choć nie wiem jak usilnie wypierałybyśmy się tego. Jesteśmy kurami domowymi, pozostaje kwestia w jakim stopniu i na ile my same na to pozwalamy.
fot. demotywatory.pl

W gruncie rzeczy mężczyźni są całkiem pomocni, a to w jakim stopniu realizują się w tak zwanych „kobiecych” pracach domowych zależy tylko od nas. Ostatnio coraz częściej słyszę trzy, bądź co bądź, piękne słowa: podział domowych obowiązków. Oby padały one jak najczęściej, bo jak na razie ogólne przekonanie o tym podziale dopiero raczkuje.

Przyjaciółka powiedziała kiedyś, że w domu brakuje jej jeszcze tylko dwóch rzeczy – zmywarki i ekspresu do kawy. Pomysł niezły, ale sprzęty nie pomogą nam we wszystkim. Kanon domowych obowiązków jest obfity: zmywanie naczyń, po śniadaniu, kawie, obiedzie, podwieczorku, kolacji, wycieranie kurzu, zmywanie podłogi, mycie okien, gotowanie, pieczenie, pranie, prasowanie, podlewanie kwiatów, zakupy… Do tego dziesięć godzin pracy. Dzień rasowej pani domu powinien trwać 60 godzin. Chociaż pewnie i tak znalazłoby się coś do zrobienia.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Anty-baby land


Miejsce o takiej nazwie chciał kiedyś założyć Al. Bundy, głowa amerykańskiej rodzinki, będącej karykaturą modelowego małżeństwa z dziećmi. Chociaż nie mam łysiny, kosmici nie używają moich skarpetek jako paliwa i nie wkładam ręki w gacie, siadając na kanapie (dla mniej domyślnych to kwintesencja „alabundyzmu”), bywa, że marzę o tym samym. Jest kilka powodów, dla których mam ochotę skupić wszystkie wkurzające baby w jednym miejscu i ich stamtąd nie wypuszczać... nigdy...

List do Pana Eks


Cześć Eks!

Piszę do Ciebie, bo wiem, że i tak tego nie przeczytasz. Nie czytałeś moich tekstów nigdy. Kiedyś nawet powiedziałeś mi wprost, że ich nie rozumiesz. Zawsze ceniłam w Tobie tę szczerość.
Na wstępie muszę Ci się do czegoś przyznać. Zapomniałam o Tobie na rok. Pojawił się ktoś inny i Ty nagle przestałeś się liczyć. Przestały mnie budzić w nocy koszmary, w których mówisz do mnie „najgorsze, co mnie spotkało w życiu, to związek z Tobą”. Pamiętasz, jak mi to wyznałeś na plaży w Kołobrzegu? Jakież to było romantyczne i jak bardzo litościwe były spojrzenia naszych wspólnych znajomych... Bo oczywiście, nie mogłeś sobie odpuścić i musiałeś obdarować mnie tymi czułymi słowami przy publice.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Każdy ma jakiegoś bzika!

Każdy ma jakiegoś bzika, 
każdy jakieś hobby ma!
A ja w głowie mam chomika,
kota, myszy oraz psa! 

Dzisiaj z jedną z bliskich mi osób wyrzucałyśmy sobie, jakie bziki ma ta druga. Sporo się tego nazbierało. Napiszę o swoich. Dostałam bowiem zakaz od osoby mi bliskiej do publikowania jej bzików (ot, taki bzik prywatności).


Lista moich  bzików:
1.) w wolnych chwilach stoję pod myjnią samochodową i wącham tamtejszą woń - bardzo lubię kwiatowy zapach płynu, który jest tam używany;
2.) kiedy myję zęby, śpiewam w myślach "sto lat", ze wszystkimi dodatkowymi zwrotkami - doskonały sposób, żeby szczotkować zęby pięć minut;
3.) kiedy mnie coś wkurza nucę pod nosem "Smoke on the water";
4.) raz na kwartał uzupełniam listę "Rzeczy do zrobienia w życiu";
5.) gram w Eurobiznes według własnych zasad (m. in. kradnę pieniądze z banku już przed rozpoczęciem gry);
6.) rysuję wszędzie wielbłądy i wciskam wszystkim kity, że to przynosi szczęście;
7.) panicznie boję się, że wiatr może mnie zepchnąć na ulicę, przez co zginę tragicznie potrącona przez auto. Kiedy wieje wiatr, trzymam się barierek;
8.) zapisuję się na wszystkie możliwe newslettery;
9.) zadaję durne pytania w większych grupach ("powiedzcie, o czym marzycie?"), powodując tym samym niezręczne chwile ciszy;
10.) lubię palić papierosy w różnych pozycjach - pochylona, na brzuchu, przewieszona przez parapet, zwisając z kanapy;
Bzików, schiz, durnot takich mam jeszcze kilka. Wszystkie je bardzo lubię. Wiecie dlaczego? Bo sprawiają, że jestem Holigoli! Dziś pomyślcie o swoich bzikach i podziękujcie im pięknie za to, że są z wami.

Ciao,

Holigoli

Jesteśmy na Facebooku! Polub nas!

sobota, 10 listopada 2012

Wybacz mi - wersja popijacka

Dzisiaj nauczę Was, jak przepraszać faceta po pijackiej imprezie.
Wyróżnijmy dwóch bohaterów tych przeprosin:
ja - niesmacznie pijana
on - obrzydliwie trzeźwy
Miejsce akcji: pub, parking samochodowy, auto (srebrne), jakieś dziwne schody, sklep Żabka.



Pierwsze piwo
Przepraszam Cię, Kochanie, za ten wieczór. Mogłeś się zdziwić, kiedy zamiast pepsi przyniosłam sobie butelkę pierwszego piwa. Ale przecież znasz mnie, jeśli mówię, że tym razem nie piję, to wychodzę nawalona. Mogłeś mieć chociaż podejrzenia, że tym razem będzie podobnie.

czwartek, 8 listopada 2012

Gdyż nie miała co robić


Przypełzłaś, gdy cię w sumie nie chciałam. Było mi w końcu dobrze. Nic nie zakłócało myśli, przebiegu dnia, nie właziło z butami w życie i nie domagało się więcej. Nie ty, nie zapukałaś do drzwi, chlusnęłaś, że wyleciały z ramy! Najpierw patrzyłam na ciebie jak na frajerkę, że niby co tu chcesz, że może już sobie idź, że zostajesz to zbyt późna. Kazałam popukać ci się w czoło i to porządnie. Miałaś się mnie bać, a nie pałętać się pod nogami. Gdybym mogła cię kopnąć, to pewnie bym to zrobiła, ale było mi żal, bo byłaś „bezpańska”.
Pomyślałam, dobra, to zostań. Bo może „przyszłaś wcześniej, gdyż nie miałaś co robić”. Takie małe vertigo jak u Hitchcocka nawet się przyda, o taka tam odskocznia. Kontrolowałam co robisz, żebyś nie hasała jak koń Rafał...Tak mi się zdawało. A kiedy zorientowałam się, że nie odejdziesz i mam przerąbane... zorientowałam się, że jesteś... miłością.

I’m a loser baby...


Piszę o tym, bo mam dość. Mam po dziurki w nosie słuchania jak wam źle, że mało płacą, że warunki nie te, albo, że żadnej pracy nie możecie znaleźć. Szlag mnie trafia, gdy widzę, jak zostajecie członkami „Straconego pokolenia” na popularnym portalu „z twarzą” w tytule. Że niby dlaczego stracone? Bo jest pod górkę, bo akurat mamy przechlapane? A kto obiecywał, że będzie łatwo? Jestem po studiach humanistycznych, po których „z założenia” według niektórych z was pracy mieć nie powinnam. Dostałam ją tydzień po obronie. I to tę, o której marzyłam. Może miałam szczęście, a może po prostu na to zapracowałam. Nie, nie miałam układów, znajomości, wysoko postawionych rodziców (wręcz przeciwnie). Ja po prostu zap...lałam od rana do wieczora, robiąc kolejne praktyki, staże i szukając kontaktów. Bo poza balowaniem na studiach, musiałam pomyśleć, że z czegoś trzeba żyć i teraz i później. Śmiać mi się chciało, gdy słyszałam opinie ludzi z roku „po tych studiach to nic nie będziemy mieć”, „nie ma po tym pracy”. Taaak, jeżeli całe pięć lat żyło się na garnuszki mamusi i wstawało po 12 być może tak będzie.

Kilka miesięcy temu. Spotkanie z koleżanką, dawną znajomą.
 - Szukam pracy, ale nigdzie mnie nie chcą. Wiesz, nie chcę byle czego. Nie pójdę do sklepu, bo ludzie są denerwujący. Trafi się wkurzający klient i co zrobię?
-    Ale ja też mam wkurzających ludzi w pracy. Wszędzie są tacy.
-    Ale tobie zawsze udawało się wszystko, co zaplanowałaś

I wtedy miałam ochotę kopnąć ją z glana. Zasuwanie przed zajęciami, po nich i w wakacje określa terminem „udawało ci się”...Nie rozumiem tego podejścia, nie rozumiem postawy roszczeniowej „należy mi się, bo jestem zarąbistym magistrem”. Ja też jestem magistrem, który zna swoją wartość, ale nie ma poczucia „ociekania zajebistością”, bo skończył studia.
Poza tym, studia kończy też cała masa baranów, którzy nie mają podstawowej wiedzy, za to kolosalne wymagania wobec przyszłych pracodawców.

środa, 7 listopada 2012

Kobiety chcą penetrować Marsa, faceci Wenus - niekoniecznie


Kobiety za wszelką cenę chcą rozgryźć męską psychikę. Pomyślałam o tym siedząc u fryzjera. To rzeczywiście trochę dziwne, ale właśnie  tam przeglądam kolorowe czasopisma. Tak więc i tym razem, relaksując się  i oczekując na finalny efekt trzydziestominutowego "trzymania farby na głowie", wzięłam się za czytanie tych właśnie gazet. Każde z pism, w mniejszym lub większym stopniu, poruszało jeden temat: co zrobić, aby poznać męski punkt widzenia. Fascynujący szereg trików pomagających zrozumieć męską psychikę, męski system komunikacji niewerbalnej. Kobiety to uwielbiają. Chcą poznać każdy detal, aby usidlić faceta, dopasować się do niego. Zastanawiam się tylko, po co? Czy mężczyźni zagłębiają się w tajniki kobiecej psychiki? Oczywiście, że nie. Czy rozumieją kobiecy system znaków, sygnalizujący o naszym zainteresowaniu? Wątpię. Co zabawne, większość z kobiet uczyła się takich właśnie znaków od najlepszej przyjaciółki, ja przynajmniej byłam uczona J Myślę tu o przeczesywaniu włosów, gładzeniu się dłonią po dekolcie, dziwnym wykrzywianiu warg wyćwiczonym do perfekcji…
Dla Marsjanina czarne jest czarne, a białe – po prostu – białe. Tak naprawdę facet, któremu się podobasz wcale nie zwraca uwagi na to, czy dajesz mu specjalne znaki, nie myśli o tym, czy udajesz niedostępną, bo jeśli taka jesteś, dla niego to znak, że właśnie taka jesteś… rozumiecie o co mi chodzi.
Ostatnio przyjaciółka po powrocie z pierwszej randki z zadowoleniem powiedziała, że robiła wszystko to, czego jej zabroniłyśmy [buntowniczka :)] i poruszała tematy, które wskazałyśmy jako ZAKAZANE. Teraz prawie już dwa miesiące jest w szczęśliwym związku. Można?... Można!

poniedziałek, 5 listopada 2012

Ku pamięci moim przyjaciółkom płci męskiej

Rok temu o tej porze miałam dwóch przyjaciół facetów. Fajnie było ich mieć, bo przyjaźń z facetami jest jednak inna niż przyjaźń z kobietami. Czasami trochę prostsza, bywa bardziej rzeczowa, trochę mniej emocjonalna. W przyjaźni z facetami podobała mi się najbardziej kanciatość naszych relacji. To, że oni potrafili mnie postawić do pionu, bez zbędnego użalanie się nade mną. Z drugiej strony czułam w tych kontaktach sporo czułości, troski, empatii. Kumpel-facet przyjedzie o drugiej w nocy z drugiego końca Polski, jeśli wyrazisz taką potrzebę. Kumpel-facet pójdzie z tobą na wesele, będzie twoim kierowcą i nawet słówkiem nie piśnie, że też lubi wódkę...
Nie będę jednak roztkliwiać się nad zaletami przyjaźni damsko-męskiej, bo właśnie jestem na etapie zastanawiania się, czy takowa w ogóle w przyrodzie występuje. Nie bez powodu użyłam czasu przeszłego w pierwszym zdaniu niniejszego tekstu.
MIAŁAM przyjaciół płci męskiej. Dwóch fajnych, wesołych, zabawnych, bystrych, miłych i strasznie kochanych kumpli. Dzisiaj pozostało mi po nich kilka sms-ów i zabawnych zdjęć z wakacji.  Przyjaźń z nimi skończyła się, gdy ja zaczęłam nowy etap swojego życia, a na mojej drodze stanął mój obecny partner. Uprzedzam zgryźliwych, to nie ja ich olałam i wcale nie miałam dla nich mniej czasu. Dalej do nich dzwoniłam, wysyłałam maile, próbowałam wyciągnąć do kina, próbowałam w ogóle pogadać. Ale między nami była już ściana. A właściwie był wielki foch. Jeden z nich powiedział mi wprost: jestem zdziwiony tymi wszystkimi związkowymi nowinami. I przestał się odzywać. Nie pytali, czy jestem szczęśliwa, nie chcieli poznać mojego faceta, nie chcieli ze mną rozmawiać w ogóle, bo znalazłam sobie faceta.
Kiedy powiedziałam o tym ostatnio mojej koleżance, uśmiechnęła się leciutko i zasugerowała, że oni raczej widzieli się w roli mojego faceta, aniżeli przyjaciela. Dzisiaj wiem, że chyba faktycznie tak było. Wiem też, że oni czują się oszukani, może nawet wykorzystani, ale ja czuję się dokładnie tak samo. Przyjaźniliśmy się przecież! Przyjaciel cieszy się, gdy jego najlepszy kumpel zaczyna układać sobie życie, martwi się, czy aby na pewno jest szczęśliwy, chce poznać wybranka swojego kolegi. Ba! Powinien chcieć też się z tym partnerem polubić. Moi eks przyjaciele faceci zostawili mnie. Odcięli się z dnia na dzień.
Tak, mam im to za złe. Oszukiwali mnie. Czy czuję się winna? Nie, bo ja nie dawałam im sygnałów, że może kiedyś wyrośnie z tego coś więcej, jakieś piękne uczucie. Mieliśmy się tylko kumplować i miało być pięknie. Zamiast tego oni zachowali się, jak baby.

Holigoli

Dobra rada od cioci Holigoli!
Jeśli ktoś Ci się podoba, powiedz mu o tym. Nie zaczynaj przyjaźni, wiedząc, że w następstwie będziesz od tej osoby oczekiwać czegoś więcej. To nie jest uczciwe.