Raszpla (łac. raszplus) - kobieta o urodzie trudnej do pominięcia, nie zawsze ładna, zawsze oryginalna.
niedziela, 9 grudnia 2012
piątek, 7 grudnia 2012
List do Mikołaja!
Kochany Mikołaju!
Piszę do Ciebie, bo zauważyłam, że jak nie napiszę, to jakoś nic nie potrafisz załatwić i co roku mam z Twoją hojnością pewne problemy.
W tym roku pod choinką chciałabym zobaczyć coś, czego nie będę musiała oddawać zaraz po sylwestrze. Nie kupuj mi już drogich rajstop. Gdybym złączyła wszystkie rajtki, które w tej chwili są w moim posiadaniu, to mogłabym z nich zrobić kokardkę, którą obwiązałabym kulę ziemską. Nie kupuj mi perfum. Jakoś serca do tego nie masz, Mikołaju. Rok temu, skropiona zapachem od Ciebie, wytrułam kilka osób na pasterce. Odpuść też inne kosmetyki. Wiem, że moje ciało ulega ciągłemu rozpadowi, a Mikołaj widzi wszystko, ale ja naprawdę nie mam czasu wklepywać kolejnych specyfików w rozstępy, cellulity, żylaki, zmarszczki mimiczne... Bo ja jeszcze nie mam rozstępów, cellulitów, żylaków i zmarszczek mimicznych (przynajmniej nie tak dużo).
Piszę do Ciebie, bo zauważyłam, że jak nie napiszę, to jakoś nic nie potrafisz załatwić i co roku mam z Twoją hojnością pewne problemy.
W tym roku pod choinką chciałabym zobaczyć coś, czego nie będę musiała oddawać zaraz po sylwestrze. Nie kupuj mi już drogich rajstop. Gdybym złączyła wszystkie rajtki, które w tej chwili są w moim posiadaniu, to mogłabym z nich zrobić kokardkę, którą obwiązałabym kulę ziemską. Nie kupuj mi perfum. Jakoś serca do tego nie masz, Mikołaju. Rok temu, skropiona zapachem od Ciebie, wytrułam kilka osób na pasterce. Odpuść też inne kosmetyki. Wiem, że moje ciało ulega ciągłemu rozpadowi, a Mikołaj widzi wszystko, ale ja naprawdę nie mam czasu wklepywać kolejnych specyfików w rozstępy, cellulity, żylaki, zmarszczki mimiczne... Bo ja jeszcze nie mam rozstępów, cellulitów, żylaków i zmarszczek mimicznych (przynajmniej nie tak dużo).
środa, 5 grudnia 2012
Cień ideału
Idzie ulicą
w butach na wysokich obcasach, każdy odwraca za nią wzrok. Bezimienna jest
doskonała pod każdym względem. Ideał. Wszystko udaje się jej najlepiej. Osiąga
każdy cel, chociaż nigdy nie wkłada w wykonywane zajęcia więcej wysiłku niż wymagane
minimum. Nie przejmuje się niczym. Potrafi zadbać o siebie, w każdej sytuacji czerpie
największe korzyści. Dobro własne przede wszystkim.
Ubrana w
błękitną sukienkę z dekoltem na plecach. Każde jej posunięcie ma określony cel.
Najczęściej służy przypodobaniu się innym. Jej punkt widzenia zależy od punktu
siedzenia, swoje przekonania dostosowuje do sytuacji. Chce być cool. Właśnie
tak o sobie myśli, „jestem cool”.
Włosy Bezimiennej
połyskują w słońcu. Ona cała zawsze lśni. Osiąga każdy cel i zawsze stawia na
swoim, a nawet jeśli nie, to porażkę przyjmuje w taki sposób, jakby była
ogromnym sukcesem, którym należy się chwalić, o którym musi usłyszeć cały
świat.
![]() |
| fot. photocompetition.upclive.com |
Czerwona
szminka rzuca się w oczy przechodniów. Jest odważna. Nie boi się niczego. Spadochrony,
nurkowanie. Jest wysportowana. Ciągle podróżuje, również do egzotycznych
krajów. Poznaje nowe miejsca, spotyka ciekawych ludzi, uczy się języków.
Bezimienna idzie
sama i jest tego dumna. Nie przywiązuje
uwagi do miejsc i ludzi. Żyje sama dla siebie i z myślą o sobie. Jest jej
dobrze w samotności. Nie potrafi dbać o drugą osobę, skupia się na słowie „ja”.
Niezależna, niczym nie skrępowana, samolubna. Dostrzega błędy i potknięcia
tylko osób wokół niej, nigdy swoje.
Ideał – nie
wymarzony mężczyzna, ale kobieta, która jest ucieleśnieniem wszystkich cech, o
których zawsze marzyłyśmy. Miałam taki ideał. Możliwe, że każda z nas miała lub
nadal ma. Ideał, który prześladował mnie niczym cień, przypominał o wszystkich
niedoskonałościach. Dzisiaj, kiedy spotykam Bezimienną po latach, myślę „jak
dobrze, że jestem sobą”. Nawet, jeśli jestem nieodporna psychicznie, łatwowierna,
nawet kiedy rozklejam się przy pierwszej lepszej okazji, oglądając „Holiday”,
czy „Uwierz w ducha”:). Po co wypracowywać w sobie cechy, które są
całkowitym zaprzeczeniem mnie? Głupota.
Holidej
Zrobić coś dla innych
Wystarczy podjąć drobne kroki, aby pomóc innym. Być może nie
zbawimy świata, ale przecież możemy zbawić najbliższe otoczenie…
Raszplowa myśl na obchodzony dziś Międzynarodowy Dzień
Wolontariusza. Niestety nigdy nie byłam wolontariuszem, czego żałuję, ale
postanowiłam dziś, że jeszcze przed końcem roku podejmę ten mały krok i zostanę
dawcą krwi.
![]() |
| fot. wolontariatagrafka.pl |
Może jakieś inne pomysły, w jaki sposób możemy pomóc innym? – zadanie
na dziś J
Holidej
PS. Wolontariuszom życzę wytrwałości i tego, by dobro, które
dali innym, wróciło do nich z podwójną siłą.
wtorek, 4 grudnia 2012
W życiu piękne są tylko chwile…
... Usłyszałam w radiu popijając rano kawę. To prawda. W życiu
piękne są tylko chwile, ale zastanawiając się nad życiem swoim i życiem w
ogóle, dochodzę do wniosku, że życie to przecież zlepek tysięcy chwil. Tych
dobrych, cudownych, niezapomnianych, ale i smutnych, przygnębiających,
bolesnych. I jakkolwiek straszne będą nasze chwile każda z nich ma w sobie
cząstkę piękna, każda daje nam coś wartościowego, doświadcza, wpływa na umysł i
duszę, staje się częścią nas, nawet jeżeli sprawia ból, jeśli przynosi śmierć.
Dążę do tego, że skoro w życiu piękne są chwile, a życie to
zlepek chwil, to wniosek jest jeden: życie jest piękne. Jest. Nieważne jak bardzo daje ci w kość. Kiedy wątpisz w to, o czym mówię, pomyśl o wszystkim,
co piękne, o dobrych osobach, które stanęły na twojej drodze, o
niesamowitych momentach w życiu, kubku ulubionej kawy i czekoladowym batoniku, który
zawsze poprawia nastrój. O tych wielkich, niezapomnianych chwilach, o drobiazgach
przynoszących codzienne szczęście.
Wiem, to wszystko
jest okropnie ckliwe, może to przez nocne oglądanie komedii romantycznych z
ukochaną przyjaciółką, może przez sypiący za oknem biały puch. Sęk w tym, że
chcę tego, co ckliwe, chcę być niepoprawną optymistką, chcę żeby moje życie było jednym wielkim happy endem. Czy to możliwe? Mam nadzieję, że tak. To był dla mnie
ciężki rok, ale jednocześnie przeżyłam tak wiele niesamowitych chwil. Podsumowując powiem jedno, grunt
to pozytywne myślenie i różowe okulary w pogotowiu. Wtedy łatwiej dostrzec, że w życiu piękne jest... życie.
Holidej
Trzeba się wyluzować
„Jestem kobietą, wodą, ogniem, burzą, perłą na dnie..”
śpiewała niegdyś wokalistka, której twórczość nie za bardzo lubię. Nie dlatego
jednak się z tymi słowami nie zgadzam. Prawda jest bardziej brutalna. Według mnie po prostu:
Kobieta jest robotem – ma 39 stopni gorączki, ale musi
ugotować obiad z trzech dań. Nie przejdzie obojętnie obok kurzu na szafce,
chociaż ledwo trzyma się na nogach. Znam przypadek takiej, która podczas ataku
rwy kulszowej, myła o pierwszej w nocy kredens w kuchni. Po co wam to, za dużo
tej perfekcyjnej, wiadomo kogo.
Kobieta to emocjonalny rollercoaster – idą za rękę, śmieją
się, całują i nagle trafia ją szlag. Bo przypomniała sobie, że trzy dni temu on
rozrzucił skarpetki i w sumie nadal ją to wkurza. I zaczyna się stan
menopauzalny. „Bo ty mi nigdy nie pomagasz”, „Bo ty mnie nigdy nie słuchasz”.
Kobieta rozkminia – O czym myślisz? – pyta go eteryczna
istota w najmniej oczekiwanym momencie, np. „po”. Otóż faceci, tym różnią się
od nas, że mają w mózgu szufladkę z napisem „nicość”. Kiedyś o tym słyszałam i
się z tym zgodzę. Kiedy jest dobrze, po co zastanawiać się nad drobiazgami. Po
prostu jest fajnie. Nie rozkminiaj. Niby co on ma powiedzieć: „ O Tobie”, czy
„O wojnie w Czeczenii”. On się najzwyczajniej w świecie cieszy. Tyle
Kobieta lubi równania – szczególnie porównywać się z innymi.
Że włosy mogłyby być jak u Kasi, zęby Zdzisi są lepsze, a talia, talia to tylko
tej Karoliny z bloku obok. I potem pyta się takiego wpatrzonego w nią: „Czy nie
jestem za gruba”, „Mogłabym trochę schudnąć”… Oni mają to gdzieś, kiedy was
kochają. Sformułowanie, „erotyczna powierzchnia użytkowa” to coś co widzą. A wy
zamiast wymyślać, nie wpieprzajcie kabanosów o drugiej w nocy.
Kobiety, pamiętajcie jak powiedział Laska z „Chłopaki nie
płaczą” – „Trzeba się wyluzować”.
Alcatraz
Jak uwieść faceta (dziesięć niezbędnych warunków)
Potrafię uwieść każdego faceta. Serio. Dzisiaj podzielę się z Wami tą tajemną wiedzą. Bo tak naprawdę wystarczy spełnić tylko kilka warunków.
Warunek 1:
Słuchaj faceta. Każdy facet jest trochę jak mała baletnica, stawiająca pierwsze kroki na scenie. Potrzebuję uwagi. Wiadomo, że czasami nie interesuje nas wymiana tłumika, jakiś interfejs na usb, chłodnica, maźnica, gaśnica, bóg wie co tam jeszcze, ale słuchać trzeba. Facet wysłuchany to facet szczęśliwy.
Warunek 2:
Praw mu komplementy. Kobietom się wydaje, że tylko faceci są od prawienia komplementów. Niestety te czasy minęły już dawno. Najlepiej traktować faceta trochę, jak produkt reklamowy. Ty jesteś copywriterką i musisz stworzyć mu dobry slogan, hasło reklamowe, pozytywne public relations. Mów mu za co go cenisz, podziwiasz, czym cię zaskakuje. Najlepiej twórz porównania (tylko nie takie w stylu "jesteś bystry, jak Forrest Gump"), dzięki nim facet cię zapamięta, będziesz kojarzyła mu się z czymś dobrym. Często jest tak, że odkrywasz w facecie cechę, o której on sam wcześniej nie wiedział. Wielu już za to się w tobie zakocha.
Warunek 1:
Słuchaj faceta. Każdy facet jest trochę jak mała baletnica, stawiająca pierwsze kroki na scenie. Potrzebuję uwagi. Wiadomo, że czasami nie interesuje nas wymiana tłumika, jakiś interfejs na usb, chłodnica, maźnica, gaśnica, bóg wie co tam jeszcze, ale słuchać trzeba. Facet wysłuchany to facet szczęśliwy.
Warunek 2:
Praw mu komplementy. Kobietom się wydaje, że tylko faceci są od prawienia komplementów. Niestety te czasy minęły już dawno. Najlepiej traktować faceta trochę, jak produkt reklamowy. Ty jesteś copywriterką i musisz stworzyć mu dobry slogan, hasło reklamowe, pozytywne public relations. Mów mu za co go cenisz, podziwiasz, czym cię zaskakuje. Najlepiej twórz porównania (tylko nie takie w stylu "jesteś bystry, jak Forrest Gump"), dzięki nim facet cię zapamięta, będziesz kojarzyła mu się z czymś dobrym. Często jest tak, że odkrywasz w facecie cechę, o której on sam wcześniej nie wiedział. Wielu już za to się w tobie zakocha.
poniedziałek, 3 grudnia 2012
Wehikuł czasu
Kiedy ma się szesnaście lat, wygląda się jak przez okno (być
może są szczęściary, które już wtedy były piękne, jak do nich nie należałam),
nosi się za duże ubrania i spotyka z niewłaściwymi chłopakami. I do tego małe
kraterki na twarzy, „wulkany” wybuchające w najmniej oczekiwanych porach
dniach.
Moja fryzura przypominała gniazdo, w którym mogły żyć
pterodaktyle. Każdy włos sterczał w różną stronę, jak takie antenki, ściągałam
na zmianę nocne programy dla dorosłych i „Domowe Przedszkole”. No może
pomiędzy, jakiś teledysk Guns n’Roses się zdarzył. Ubrania miały ukryć
nadprogramowe kilogramy i chyba całą złość jaką miałam w stosunku do
otaczającego mnie świata. Pragnę tu nadmienić, że byłam posiadaczką czarnego
swetra, sięgającego niemal za kolana o wdzięcznym imieniu Al. Przyjaźniłam się
z Asią, właścicielką najgłośniejszego i najbardziej szyderczego śmiechu w
klasie. Aśka była również właścicielką pająka w stanie hibernacji, którego
trzymała w piórniku. Zdaje się, że zwał się Herman.
To był także czas niegrzecznych chłopców...skóra, glany i
jedna wielka anarchia w głowie. Taki niby zbuntowany rycerz.... Z czasem
okazało się, że z niegrzecznych chłopców wyrastają dorośli łajdacy, od których
słyszysz, że „jesteś jednym, wielkim pierdolonym problemem”. Wielkie swetry nie
ukryją problemów, ani braku akceptacji. I nawet jeżeli przestaniesz być
„pryszczatką”, tak naprawdę nie zmieni się nic, bo nadal w środku będziesz, nie
bójmy się tego słowa „dupą wołową”.
Nie cofnęłabym się w czasie, bo dobrze mi tak jak teraz. Bo
nie jestem małym zakompleksionym stworzonkiem, szukającym akceptacji u faceta.
Bo uważam, że jestem po prostu fajna. Toksyczne typki posyłam kopniakiem na
księżyc. Nie ze mną te numery. Nadal widuję się z Asią i uważam, że czarny to
nie kolor, to styl życia. Moje włosy odbierają jeszcze więcej programów.
Jednak...nie czaję się w koncie, aż ktoś mnie z niego wyciągnie. Zachłannie
biorę życie, bo czuję, że żyję dopiero od niedawna. Odpuściłam bezsensowne
znajomości, udawane przyjaźnie. Nie zamierzam być idealna. Nie spełniam czyichś
oczekiwań. Boże, jak mi jest łatwo. Lepiej późno, niż za późno.
Alcatraz
Alcatraz
Well I am
just out of school
I am real real cool
I got the jump got the jive
Got the message I'm alive
I'm a wild I'm Wild One!
Ohhh yeah I'm a Wild One!
I'm gonna keep a shakin'
I'm gonna keep a movin' baby
Don't you cramp my style I'm a real wild child!
I am real real cool
I got the jump got the jive
Got the message I'm alive
I'm a wild I'm Wild One!
Ohhh yeah I'm a Wild One!
I'm gonna keep a shakin'
I'm gonna keep a movin' baby
Don't you cramp my style I'm a real wild child!
Dzika
Poigram
dziś z losem
Trochę
hazardu
Zabawię
się
On
będzie krupierem
Ja
jego ofiarą w przydługim swetrze
Stojąc
na starym chodniku
Kołysząc
się na szarej płycie
Oddaje
się jej pod opiekę
Ważą
się moje losy
Jestem
ostatnim owocem
Być
może nadgniłym, który
Został
na tym dziwnym drzewie
Zwanym
światem
Nie
ma już nic ze mnie
Płyta
pęka, drzewo umiera
Ale
trwam jak film na nocnym seansie
Choćby
nie przyszedł nikt
Gentelman zawsze w cenie
![]() |
| fot. aleseriale.pl |
Nie wiem jak wy, ale ja jestem pod wrażeniem, kiedy facet przepuszcza
mnie przodem w drzwiach, ustępuje miejsca w zatłoczonym autobusie, czy wyręcza
mnie w dźwiganiu ciężkich zakupów. Ostatnio – dzięki codziennej, miesięcznej
podróży pociągiem – ku mojemu zdziwieniu zauważyłam, że tacy mężczyźni nadal
istnieją, mimo, że uważani są za gatunek wymarły. Chociażby w miniony piątek. Kiedy wpadłam do wagonu po wcześniejszym
kilkuminutowym sprincie na peron zrobiło mi się słabo na myśl o tym, że będę
musiała stać przez następną godzinę w ciasnym przedziale. Wszystkie miejsca
siedzące były zajęte, a o wygodne miejsce stojące też było trudno. Byłam wręcz wstrząśnięta,
kiedy jeden z mężczyzn wstał i wskazując na swoje miejsce zaznaczył, że mogę usiąść.
A jeszcze parę dni wcześniej jeden z podróżnych (płci męskiej) zwrócił uwagę
drugiemu, który rozłożył na miejscu obok torby z zakupami. Kiedy „obładowany” ustąpił,
ten drugi z zadowoleniem powiedział, że teraz mogę wygodnie usiąść.
Zastanawiając się, gdzie CI mężczyźni, przyszło mi do głowy,
że my same po części doprowadziłyśmy do ich wyginięcia, m. in. dzięki hasłom w
stylu: „nie chcę, żebyś pomagał mi nosić ciężkie torby, uważasz, że jestem
słaba?”, „płacisz za mnie – sugerujesz, że nie potrafię zarobić tyle, co ty!”. Z
drugiej jednak strony są faceci, którzy celowo doprowadzają do wyginięcia cech
i zachowań gentelmana, wykorzystując nasze usilne błagania o równe traktowanie
w sferze zawodowej i prywatnej.
Jeżeli chodzi o mnie, mówię TAK dla przepuszczania kobiety w
drzwiach, wstawania, kiedy podchodzi do stołu, otwierania drzwi, płacenia na
randce, ustępowania miejsca, pomocy przy noszeniu zakupów… Właściwie jedyne NIE
dotyczy całowania w rękę, którego po prostu nie lubię. Myślę, że mężczyzna,
którego stać na takie gesty zawsze będzie postrzegany przez kobiety w lepszym
świetle. Jeżeli nie przez wszystkie, to ręczę, że przez zdecydowaną większość.
Holidej
Mieć hejta...
Czy na Ziemi są istoty myślące - owszem, ale ja tylko z wizytą... - napis zobaczony na murze.
Bo czasem wszyscy są jak "włos w zupie"...
Alcatraz
Bo czasem wszyscy są jak "włos w zupie"...
Alcatraz
wtorek, 27 listopada 2012
niedziela, 25 listopada 2012
Zakochane, durne idiotki
Dzisiaj (po rozmowie z jedną zakochaną) nasunęła mi się płciowa różnica bycia w związku. Bo facet, który jest w związku, to po prostu facet, który jest w związku. Zaś kobieta, która jest w związku, to kobieta częściowo wyłączona życiowo.
Odkryłam, że kobieta, gdy przeżywa stan zakochania:
a) mówi tylko o Nim, bo tylko On jest godny strzępienia sobie jęzora (i każdy ma obowiązek tego słuchać);
b) myśli tylko o Nim, bo o czym jeszcze można by myśleć;
c) martwi się, czy aby na pewno zasłużyła na jego miłość (o tym, czy on zasłużył na jej miłość jakoś nie ma potrzeby myśleć);
d) jest przekonana, że jej uczucie, związek, motyle w brzuchu, emocje wywołane przez lubego są najważniejsze na świecie (nie, Moja Droga, to wszystko to gówno, które interesuje tylko Ciebie i ewentualnie Twojego faceta, jeśli jest totalnym laczkiem i lubi analizować z Tobą takie pierdoły);
e) zapomina o urodzinach przyjaciółki, ale ma do tego święte prawo, bo była z Misiem na basenie tego dnia, bo akurat przypadała ich trzecia miesięcznica (osz, co to w ogóle jest ta miesięcznica?!);
f) ciągle się głupio pyta, jak wygląda (wiadomo, że ładnie wygląda, bo jak ktoś jest szczęśliwy, to przeważnie ładnie wygląda, no i jak spędziła ostatnie dwie godziny u kosmetyczki to także trudno wyglądać źle);
wtorek, 20 listopada 2012
W poszukiwaniu "koguta domowego"
Każda z nas jest kurą. Mniej, bądź bardziej, ale zawsze,
choć nie wiem jak usilnie wypierałybyśmy się tego. Jesteśmy kurami domowymi, pozostaje kwestia w jakim stopniu i na ile my same na to
pozwalamy.
![]() |
| fot. demotywatory.pl |
W gruncie rzeczy mężczyźni są
całkiem pomocni, a to w jakim stopniu realizują się w tak zwanych „kobiecych” pracach
domowych zależy tylko od nas. Ostatnio coraz częściej słyszę trzy, bądź co bądź,
piękne słowa: podział domowych obowiązków. Oby padały one jak najczęściej, bo jak na razie ogólne przekonanie o tym podziale dopiero raczkuje.
Przyjaciółka powiedziała kiedyś,
że w domu brakuje jej jeszcze tylko dwóch rzeczy – zmywarki i ekspresu do kawy.
Pomysł niezły, ale sprzęty nie pomogą nam we wszystkim. Kanon domowych
obowiązków jest obfity: zmywanie naczyń, po śniadaniu, kawie, obiedzie,
podwieczorku, kolacji, wycieranie kurzu, zmywanie podłogi, mycie okien,
gotowanie, pieczenie, pranie, prasowanie, podlewanie kwiatów, zakupy… Do tego
dziesięć godzin pracy. Dzień rasowej pani domu powinien trwać 60 godzin. Chociaż
pewnie i tak znalazłoby się coś do zrobienia.
poniedziałek, 19 listopada 2012
Anty-baby land
Miejsce o takiej nazwie chciał kiedyś założyć Al. Bundy,
głowa amerykańskiej rodzinki, będącej karykaturą modelowego małżeństwa z
dziećmi. Chociaż nie mam łysiny, kosmici nie używają moich skarpetek jako
paliwa i nie wkładam ręki w gacie, siadając na kanapie (dla mniej domyślnych to
kwintesencja „alabundyzmu”), bywa, że marzę o tym samym. Jest kilka powodów,
dla których mam ochotę skupić wszystkie wkurzające baby w jednym miejscu i ich
stamtąd nie wypuszczać... nigdy...
List do Pana Eks
Cześć Eks!
Piszę do Ciebie, bo wiem, że i tak tego nie przeczytasz. Nie czytałeś moich tekstów nigdy. Kiedyś nawet powiedziałeś mi wprost, że ich nie rozumiesz. Zawsze ceniłam w Tobie tę szczerość.
Na wstępie muszę Ci się do czegoś przyznać. Zapomniałam o Tobie na rok. Pojawił się ktoś inny i Ty nagle przestałeś się liczyć. Przestały mnie budzić w nocy koszmary, w których mówisz do mnie „najgorsze, co mnie spotkało w życiu, to związek z Tobą”. Pamiętasz, jak mi to wyznałeś na plaży w Kołobrzegu? Jakież to było romantyczne i jak bardzo litościwe były spojrzenia naszych wspólnych znajomych... Bo oczywiście, nie mogłeś sobie odpuścić i musiałeś obdarować mnie tymi czułymi słowami przy publice.
poniedziałek, 12 listopada 2012
Każdy ma jakiegoś bzika!
Każdy ma jakiegoś bzika,
każdy jakieś hobby ma!
A ja w głowie mam chomika,
kota, myszy oraz psa!
Dzisiaj z jedną z bliskich mi osób wyrzucałyśmy sobie, jakie bziki ma ta druga. Sporo się tego nazbierało. Napiszę o swoich. Dostałam bowiem zakaz od osoby mi bliskiej do publikowania jej bzików (ot, taki bzik prywatności).
Lista moich bzików:
1.) w wolnych chwilach stoję pod myjnią samochodową i wącham tamtejszą woń - bardzo lubię kwiatowy zapach płynu, który jest tam używany;
2.) kiedy myję zęby, śpiewam w myślach "sto lat", ze wszystkimi dodatkowymi zwrotkami - doskonały sposób, żeby szczotkować zęby pięć minut;
3.) kiedy mnie coś wkurza nucę pod nosem "Smoke on the water";
4.) raz na kwartał uzupełniam listę "Rzeczy do zrobienia w życiu";
5.) gram w Eurobiznes według własnych zasad (m. in. kradnę pieniądze z banku już przed rozpoczęciem gry);
6.) rysuję wszędzie wielbłądy i wciskam wszystkim kity, że to przynosi szczęście;
7.) panicznie boję się, że wiatr może mnie zepchnąć na ulicę, przez co zginę tragicznie potrącona przez auto. Kiedy wieje wiatr, trzymam się barierek;
8.) zapisuję się na wszystkie możliwe newslettery;
9.) zadaję durne pytania w większych grupach ("powiedzcie, o czym marzycie?"), powodując tym samym niezręczne chwile ciszy;
10.) lubię palić papierosy w różnych pozycjach - pochylona, na brzuchu, przewieszona przez parapet, zwisając z kanapy;
Bzików, schiz, durnot takich mam jeszcze kilka. Wszystkie je bardzo lubię. Wiecie dlaczego? Bo sprawiają, że jestem Holigoli! Dziś pomyślcie o swoich bzikach i podziękujcie im pięknie za to, że są z wami.
Ciao,
Holigoli
Jesteśmy na Facebooku! Polub nas!
każdy jakieś hobby ma!
A ja w głowie mam chomika,
kota, myszy oraz psa!
Dzisiaj z jedną z bliskich mi osób wyrzucałyśmy sobie, jakie bziki ma ta druga. Sporo się tego nazbierało. Napiszę o swoich. Dostałam bowiem zakaz od osoby mi bliskiej do publikowania jej bzików (ot, taki bzik prywatności).
Lista moich bzików:
1.) w wolnych chwilach stoję pod myjnią samochodową i wącham tamtejszą woń - bardzo lubię kwiatowy zapach płynu, który jest tam używany;
2.) kiedy myję zęby, śpiewam w myślach "sto lat", ze wszystkimi dodatkowymi zwrotkami - doskonały sposób, żeby szczotkować zęby pięć minut;
3.) kiedy mnie coś wkurza nucę pod nosem "Smoke on the water";
4.) raz na kwartał uzupełniam listę "Rzeczy do zrobienia w życiu";
5.) gram w Eurobiznes według własnych zasad (m. in. kradnę pieniądze z banku już przed rozpoczęciem gry);
6.) rysuję wszędzie wielbłądy i wciskam wszystkim kity, że to przynosi szczęście;
7.) panicznie boję się, że wiatr może mnie zepchnąć na ulicę, przez co zginę tragicznie potrącona przez auto. Kiedy wieje wiatr, trzymam się barierek;
8.) zapisuję się na wszystkie możliwe newslettery;
9.) zadaję durne pytania w większych grupach ("powiedzcie, o czym marzycie?"), powodując tym samym niezręczne chwile ciszy;
10.) lubię palić papierosy w różnych pozycjach - pochylona, na brzuchu, przewieszona przez parapet, zwisając z kanapy;
Bzików, schiz, durnot takich mam jeszcze kilka. Wszystkie je bardzo lubię. Wiecie dlaczego? Bo sprawiają, że jestem Holigoli! Dziś pomyślcie o swoich bzikach i podziękujcie im pięknie za to, że są z wami.
Ciao,
Holigoli
Jesteśmy na Facebooku! Polub nas!
sobota, 10 listopada 2012
Wybacz mi - wersja popijacka
Dzisiaj nauczę Was, jak przepraszać faceta po pijackiej imprezie.
Wyróżnijmy dwóch bohaterów tych przeprosin:
ja - niesmacznie pijana
on - obrzydliwie trzeźwy
Miejsce akcji: pub, parking samochodowy, auto (srebrne), jakieś dziwne schody, sklep Żabka.
Pierwsze piwo
Przepraszam Cię, Kochanie, za ten wieczór. Mogłeś się zdziwić, kiedy zamiast pepsi przyniosłam sobie butelkę pierwszego piwa. Ale przecież znasz mnie, jeśli mówię, że tym razem nie piję, to wychodzę nawalona. Mogłeś mieć chociaż podejrzenia, że tym razem będzie podobnie.
Wyróżnijmy dwóch bohaterów tych przeprosin:
ja - niesmacznie pijana
on - obrzydliwie trzeźwy
Miejsce akcji: pub, parking samochodowy, auto (srebrne), jakieś dziwne schody, sklep Żabka.
Pierwsze piwo
Przepraszam Cię, Kochanie, za ten wieczór. Mogłeś się zdziwić, kiedy zamiast pepsi przyniosłam sobie butelkę pierwszego piwa. Ale przecież znasz mnie, jeśli mówię, że tym razem nie piję, to wychodzę nawalona. Mogłeś mieć chociaż podejrzenia, że tym razem będzie podobnie.
czwartek, 8 listopada 2012
Gdyż nie miała co robić
Przypełzłaś, gdy cię w sumie nie chciałam. Było mi w końcu
dobrze. Nic nie zakłócało myśli, przebiegu dnia, nie właziło z butami w życie i
nie domagało się więcej. Nie ty, nie zapukałaś do drzwi, chlusnęłaś, że
wyleciały z ramy! Najpierw patrzyłam na ciebie jak na frajerkę, że niby co tu
chcesz, że może już sobie idź, że zostajesz to zbyt późna. Kazałam popukać ci
się w czoło i to porządnie. Miałaś się mnie bać, a nie pałętać się pod nogami.
Gdybym mogła cię kopnąć, to pewnie bym to zrobiła, ale było mi żal, bo byłaś
„bezpańska”.
Pomyślałam, dobra, to zostań. Bo może „przyszłaś wcześniej,
gdyż nie miałaś co robić”. Takie małe vertigo jak u Hitchcocka nawet się
przyda, o taka tam odskocznia. Kontrolowałam co robisz, żebyś nie hasała jak
koń Rafał...Tak mi się zdawało. A kiedy zorientowałam się, że nie odejdziesz i
mam przerąbane... zorientowałam się, że jesteś... miłością.
I’m a loser baby...
Piszę o tym, bo mam dość. Mam po dziurki w nosie słuchania
jak wam źle, że mało płacą, że warunki nie te, albo, że żadnej pracy nie
możecie znaleźć. Szlag mnie trafia, gdy widzę, jak zostajecie członkami
„Straconego pokolenia” na popularnym portalu „z twarzą” w tytule. Że niby
dlaczego stracone? Bo jest pod górkę, bo akurat mamy przechlapane? A kto
obiecywał, że będzie łatwo? Jestem po studiach humanistycznych, po których „z
założenia” według niektórych z was pracy mieć nie powinnam. Dostałam ją tydzień
po obronie. I to tę, o której marzyłam. Może miałam szczęście, a może po prostu
na to zapracowałam. Nie, nie miałam układów, znajomości, wysoko postawionych
rodziców (wręcz przeciwnie). Ja po prostu zap...lałam od rana do wieczora,
robiąc kolejne praktyki, staże i szukając kontaktów. Bo poza balowaniem na
studiach, musiałam pomyśleć, że z czegoś trzeba żyć i teraz i później. Śmiać mi
się chciało, gdy słyszałam opinie ludzi z roku „po tych studiach to nic nie
będziemy mieć”, „nie ma po tym pracy”. Taaak, jeżeli całe pięć lat żyło się na
garnuszki mamusi i wstawało po 12 być może tak będzie.
Kilka miesięcy temu. Spotkanie z koleżanką, dawną znajomą.
- Szukam pracy, ale nigdzie mnie nie chcą.
Wiesz, nie chcę byle czego. Nie pójdę do sklepu, bo ludzie są denerwujący.
Trafi się wkurzający klient i co zrobię?
- Ale ja też mam wkurzających ludzi w pracy. Wszędzie są tacy.
- Ale tobie zawsze udawało się wszystko, co zaplanowałaś
I wtedy miałam ochotę kopnąć ją z glana. Zasuwanie przed zajęciami, po nich i w wakacje określa terminem „udawało ci się”...Nie rozumiem tego podejścia, nie rozumiem postawy roszczeniowej „należy mi się, bo jestem zarąbistym magistrem”. Ja też jestem magistrem, który zna swoją wartość, ale nie ma poczucia „ociekania zajebistością”, bo skończył studia.
Poza tym, studia kończy też cała
masa baranów, którzy nie mają podstawowej wiedzy, za to kolosalne wymagania
wobec przyszłych pracodawców.
środa, 7 listopada 2012
Kobiety chcą penetrować Marsa, faceci Wenus - niekoniecznie
Kobiety za wszelką cenę chcą rozgryźć męską psychikę. Pomyślałam
o tym siedząc u fryzjera. To rzeczywiście trochę dziwne, ale właśnie tam przeglądam kolorowe czasopisma. Tak więc i
tym razem, relaksując się i oczekując na
finalny efekt trzydziestominutowego "trzymania farby na głowie", wzięłam się
za czytanie tych właśnie gazet. Każde z pism, w mniejszym lub większym stopniu,
poruszało jeden temat: co zrobić, aby poznać męski punkt widzenia. Fascynujący
szereg trików pomagających zrozumieć męską psychikę, męski system komunikacji niewerbalnej.
Kobiety to uwielbiają. Chcą poznać każdy detal, aby usidlić faceta, dopasować
się do niego. Zastanawiam się tylko, po co? Czy mężczyźni zagłębiają się w
tajniki kobiecej psychiki? Oczywiście, że nie. Czy rozumieją kobiecy system znaków, sygnalizujący o naszym zainteresowaniu? Wątpię. Co zabawne, większość z kobiet uczyła
się takich właśnie znaków od najlepszej przyjaciółki, ja przynajmniej byłam uczona J Myślę tu o
przeczesywaniu włosów, gładzeniu się dłonią po dekolcie, dziwnym wykrzywianiu
warg wyćwiczonym do perfekcji…
Dla Marsjanina czarne jest czarne, a białe – po prostu –
białe. Tak naprawdę facet, któremu się podobasz wcale nie zwraca uwagi na to,
czy dajesz mu specjalne znaki, nie myśli o tym, czy udajesz niedostępną, bo
jeśli taka jesteś, dla niego to znak, że właśnie taka jesteś… rozumiecie o co mi
chodzi.
Ostatnio przyjaciółka po powrocie z pierwszej randki z zadowoleniem powiedziała,
że robiła wszystko to, czego jej zabroniłyśmy [buntowniczka :)] i poruszała
tematy, które wskazałyśmy jako ZAKAZANE. Teraz prawie już dwa miesiące jest w
szczęśliwym związku. Można?... Można!
poniedziałek, 5 listopada 2012
Ku pamięci moim przyjaciółkom płci męskiej
Rok temu o tej porze miałam dwóch przyjaciół facetów. Fajnie było ich mieć, bo przyjaźń z facetami jest jednak inna niż przyjaźń z kobietami. Czasami trochę prostsza, bywa bardziej rzeczowa, trochę mniej emocjonalna. W przyjaźni z facetami podobała mi się najbardziej kanciatość naszych relacji. To, że oni potrafili mnie postawić do pionu, bez zbędnego użalanie się nade mną. Z drugiej strony czułam w tych kontaktach sporo czułości, troski, empatii. Kumpel-facet przyjedzie o drugiej w nocy z drugiego końca Polski, jeśli wyrazisz taką potrzebę. Kumpel-facet pójdzie z tobą na wesele, będzie twoim kierowcą i nawet słówkiem nie piśnie, że też lubi wódkę...
Nie będę jednak roztkliwiać się nad zaletami przyjaźni damsko-męskiej, bo właśnie jestem na etapie zastanawiania się, czy takowa w ogóle w przyrodzie występuje. Nie bez powodu użyłam czasu przeszłego w pierwszym zdaniu niniejszego tekstu.
MIAŁAM przyjaciół płci męskiej. Dwóch fajnych, wesołych, zabawnych, bystrych, miłych i strasznie kochanych kumpli. Dzisiaj pozostało mi po nich kilka sms-ów i zabawnych zdjęć z wakacji. Przyjaźń z nimi skończyła się, gdy ja zaczęłam nowy etap swojego życia, a na mojej drodze stanął mój obecny partner. Uprzedzam zgryźliwych, to nie ja ich olałam i wcale nie miałam dla nich mniej czasu. Dalej do nich dzwoniłam, wysyłałam maile, próbowałam wyciągnąć do kina, próbowałam w ogóle pogadać. Ale między nami była już ściana. A właściwie był wielki foch. Jeden z nich powiedział mi wprost: jestem zdziwiony tymi wszystkimi związkowymi nowinami. I przestał się odzywać. Nie pytali, czy jestem szczęśliwa, nie chcieli poznać mojego faceta, nie chcieli ze mną rozmawiać w ogóle, bo znalazłam sobie faceta.
Kiedy powiedziałam o tym ostatnio mojej koleżance, uśmiechnęła się leciutko i zasugerowała, że oni raczej widzieli się w roli mojego faceta, aniżeli przyjaciela. Dzisiaj wiem, że chyba faktycznie tak było. Wiem też, że oni czują się oszukani, może nawet wykorzystani, ale ja czuję się dokładnie tak samo. Przyjaźniliśmy się przecież! Przyjaciel cieszy się, gdy jego najlepszy kumpel zaczyna układać sobie życie, martwi się, czy aby na pewno jest szczęśliwy, chce poznać wybranka swojego kolegi. Ba! Powinien chcieć też się z tym partnerem polubić. Moi eks przyjaciele faceci zostawili mnie. Odcięli się z dnia na dzień.
Tak, mam im to za złe. Oszukiwali mnie. Czy czuję się winna? Nie, bo ja nie dawałam im sygnałów, że może kiedyś wyrośnie z tego coś więcej, jakieś piękne uczucie. Mieliśmy się tylko kumplować i miało być pięknie. Zamiast tego oni zachowali się, jak baby.
Holigoli
Dobra rada od cioci Holigoli!
Jeśli ktoś Ci się podoba, powiedz mu o tym. Nie zaczynaj przyjaźni, wiedząc, że w następstwie będziesz od tej osoby oczekiwać czegoś więcej. To nie jest uczciwe.
Nie będę jednak roztkliwiać się nad zaletami przyjaźni damsko-męskiej, bo właśnie jestem na etapie zastanawiania się, czy takowa w ogóle w przyrodzie występuje. Nie bez powodu użyłam czasu przeszłego w pierwszym zdaniu niniejszego tekstu.
MIAŁAM przyjaciół płci męskiej. Dwóch fajnych, wesołych, zabawnych, bystrych, miłych i strasznie kochanych kumpli. Dzisiaj pozostało mi po nich kilka sms-ów i zabawnych zdjęć z wakacji. Przyjaźń z nimi skończyła się, gdy ja zaczęłam nowy etap swojego życia, a na mojej drodze stanął mój obecny partner. Uprzedzam zgryźliwych, to nie ja ich olałam i wcale nie miałam dla nich mniej czasu. Dalej do nich dzwoniłam, wysyłałam maile, próbowałam wyciągnąć do kina, próbowałam w ogóle pogadać. Ale między nami była już ściana. A właściwie był wielki foch. Jeden z nich powiedział mi wprost: jestem zdziwiony tymi wszystkimi związkowymi nowinami. I przestał się odzywać. Nie pytali, czy jestem szczęśliwa, nie chcieli poznać mojego faceta, nie chcieli ze mną rozmawiać w ogóle, bo znalazłam sobie faceta.
Kiedy powiedziałam o tym ostatnio mojej koleżance, uśmiechnęła się leciutko i zasugerowała, że oni raczej widzieli się w roli mojego faceta, aniżeli przyjaciela. Dzisiaj wiem, że chyba faktycznie tak było. Wiem też, że oni czują się oszukani, może nawet wykorzystani, ale ja czuję się dokładnie tak samo. Przyjaźniliśmy się przecież! Przyjaciel cieszy się, gdy jego najlepszy kumpel zaczyna układać sobie życie, martwi się, czy aby na pewno jest szczęśliwy, chce poznać wybranka swojego kolegi. Ba! Powinien chcieć też się z tym partnerem polubić. Moi eks przyjaciele faceci zostawili mnie. Odcięli się z dnia na dzień.
Tak, mam im to za złe. Oszukiwali mnie. Czy czuję się winna? Nie, bo ja nie dawałam im sygnałów, że może kiedyś wyrośnie z tego coś więcej, jakieś piękne uczucie. Mieliśmy się tylko kumplować i miało być pięknie. Zamiast tego oni zachowali się, jak baby.
Holigoli
Dobra rada od cioci Holigoli!
Jeśli ktoś Ci się podoba, powiedz mu o tym. Nie zaczynaj przyjaźni, wiedząc, że w następstwie będziesz od tej osoby oczekiwać czegoś więcej. To nie jest uczciwe.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














