Każda z nas jest kurą. Mniej, bądź bardziej, ale zawsze,
choć nie wiem jak usilnie wypierałybyśmy się tego. Jesteśmy kurami domowymi, pozostaje kwestia w jakim stopniu i na ile my same na to
pozwalamy.
![]() |
| fot. demotywatory.pl |
W gruncie rzeczy mężczyźni są
całkiem pomocni, a to w jakim stopniu realizują się w tak zwanych „kobiecych” pracach
domowych zależy tylko od nas. Ostatnio coraz częściej słyszę trzy, bądź co bądź,
piękne słowa: podział domowych obowiązków. Oby padały one jak najczęściej, bo jak na razie ogólne przekonanie o tym podziale dopiero raczkuje.
Przyjaciółka powiedziała kiedyś,
że w domu brakuje jej jeszcze tylko dwóch rzeczy – zmywarki i ekspresu do kawy.
Pomysł niezły, ale sprzęty nie pomogą nam we wszystkim. Kanon domowych
obowiązków jest obfity: zmywanie naczyń, po śniadaniu, kawie, obiedzie,
podwieczorku, kolacji, wycieranie kurzu, zmywanie podłogi, mycie okien,
gotowanie, pieczenie, pranie, prasowanie, podlewanie kwiatów, zakupy… Do tego
dziesięć godzin pracy. Dzień rasowej pani domu powinien trwać 60 godzin. Chociaż
pewnie i tak znalazłoby się coś do zrobienia.
