Ostatnio dużo i często myślę o tym, jak moje życie będzie wyglądało za kilka lat. W tych wizualizacjach moje życie prezentuje się naprawdę dobrze. Mam fajne mieszkanie, z dużym balkonem, na którym rosną pachnące zioła. Jest tam zawsze porządek, bo przecież ja uwielbiam, gdy jest jak w pudełku. Kot, a może nawet dwa albo trzy koty łaszą się do nogi. Rano wybiegam do pracy, zawsze wyglądając jak Sarah Jessica Parker z "Seksu w wielkim mieście". Po południu maluję obrazy akwarelami, mitrężę godziny na offowych produkcjach w kinie, piję latte w ulubionej kawiarni, pitraszę coś w kuchni. Wieczorem wpadają do mnie znajomi. Jemy makaron z sosem. Tańczymy do soundtracka z Pulp Fiction. Pijemy czerwone wino. I staramy się nie zrobić bałaganu w moim "pudełku". Później znajomi wychodzą. Ja biorę długą, aromatyczną kąpiel. Zakładam ciepłą piżamę i wskakuję do łóżka. Sama. Bo, to co mnie najbardziej przeraża w tej wizualizacji, to fakt, że jestem w niej sama. Bez niego.
Holigoli
Raszpla (łac. raszplus) - kobieta o urodzie trudnej do pominięcia, nie zawsze ładna, zawsze oryginalna.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyszłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyszłość. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 3 stycznia 2013
czwartek, 8 listopada 2012
I’m a loser baby...
Piszę o tym, bo mam dość. Mam po dziurki w nosie słuchania
jak wam źle, że mało płacą, że warunki nie te, albo, że żadnej pracy nie
możecie znaleźć. Szlag mnie trafia, gdy widzę, jak zostajecie członkami
„Straconego pokolenia” na popularnym portalu „z twarzą” w tytule. Że niby
dlaczego stracone? Bo jest pod górkę, bo akurat mamy przechlapane? A kto
obiecywał, że będzie łatwo? Jestem po studiach humanistycznych, po których „z
założenia” według niektórych z was pracy mieć nie powinnam. Dostałam ją tydzień
po obronie. I to tę, o której marzyłam. Może miałam szczęście, a może po prostu
na to zapracowałam. Nie, nie miałam układów, znajomości, wysoko postawionych
rodziców (wręcz przeciwnie). Ja po prostu zap...lałam od rana do wieczora,
robiąc kolejne praktyki, staże i szukając kontaktów. Bo poza balowaniem na
studiach, musiałam pomyśleć, że z czegoś trzeba żyć i teraz i później. Śmiać mi
się chciało, gdy słyszałam opinie ludzi z roku „po tych studiach to nic nie
będziemy mieć”, „nie ma po tym pracy”. Taaak, jeżeli całe pięć lat żyło się na
garnuszki mamusi i wstawało po 12 być może tak będzie.
Kilka miesięcy temu. Spotkanie z koleżanką, dawną znajomą.
- Szukam pracy, ale nigdzie mnie nie chcą.
Wiesz, nie chcę byle czego. Nie pójdę do sklepu, bo ludzie są denerwujący.
Trafi się wkurzający klient i co zrobię?
- Ale ja też mam wkurzających ludzi w pracy. Wszędzie są tacy.
- Ale tobie zawsze udawało się wszystko, co zaplanowałaś
I wtedy miałam ochotę kopnąć ją z glana. Zasuwanie przed zajęciami, po nich i w wakacje określa terminem „udawało ci się”...Nie rozumiem tego podejścia, nie rozumiem postawy roszczeniowej „należy mi się, bo jestem zarąbistym magistrem”. Ja też jestem magistrem, który zna swoją wartość, ale nie ma poczucia „ociekania zajebistością”, bo skończył studia.
Poza tym, studia kończy też cała
masa baranów, którzy nie mają podstawowej wiedzy, za to kolosalne wymagania
wobec przyszłych pracodawców.
Subskrybuj:
Posty (Atom)