Kaloryfer Kaloryfer pod izolacją
Raszpla (łac. raszplus) - kobieta o urodzie trudnej do pominięcia, nie zawsze ładna, zawsze oryginalna.
piątek, 4 stycznia 2013
czwartek, 3 stycznia 2013
Psychotest: sprawdź, czy jesteś lepsza od faceta!
PSYCHOTEST DLA KOBIET
1. W sklepie podejmujesz decyzje:
a) szybko, nie jesteś typem trudnego konsumenta
b) długo, nie lubisz podejmować pochopnych decyzji
c) to zależy od towaru, który wybierasz
2. Gdy widzisz małego szczeniaka:
a) cmokasz na niego i idziesz dalej
b) piszczysz, drzesz mordę z radości, skaczesz, biegniesz do psiaka, całujesz go i mówisz mu, jak bardzo go kochasz
c) uciekasz w panice, że cię ugryzie
Racja to, czy nie racja?
Kto woli jednak smak miłości, niech nam szybko napisze dlaczego i przekona Holigoli, że rurki z kremem są gorsze. Kto się z Holigoli zgadza, proszę szybko napisać jej, że jest mądra i ma rację. :)
Wizualizacja bez niego
Ostatnio dużo i często myślę o tym, jak moje życie będzie wyglądało za kilka lat. W tych wizualizacjach moje życie prezentuje się naprawdę dobrze. Mam fajne mieszkanie, z dużym balkonem, na którym rosną pachnące zioła. Jest tam zawsze porządek, bo przecież ja uwielbiam, gdy jest jak w pudełku. Kot, a może nawet dwa albo trzy koty łaszą się do nogi. Rano wybiegam do pracy, zawsze wyglądając jak Sarah Jessica Parker z "Seksu w wielkim mieście". Po południu maluję obrazy akwarelami, mitrężę godziny na offowych produkcjach w kinie, piję latte w ulubionej kawiarni, pitraszę coś w kuchni. Wieczorem wpadają do mnie znajomi. Jemy makaron z sosem. Tańczymy do soundtracka z Pulp Fiction. Pijemy czerwone wino. I staramy się nie zrobić bałaganu w moim "pudełku". Później znajomi wychodzą. Ja biorę długą, aromatyczną kąpiel. Zakładam ciepłą piżamę i wskakuję do łóżka. Sama. Bo, to co mnie najbardziej przeraża w tej wizualizacji, to fakt, że jestem w niej sama. Bez niego.
Holigoli
Holigoli
niedziela, 30 grudnia 2012
O co chodzi?
Czuję się jakbym wróciła do czasów dzieciństwa i Muminków. Wszędzie na ulicy jest pełnych "Małych Mi", dziewczyn w malutkich koczkach. Ktoś powie o co chodzi?
Może nie ogarniam, bo mam włosy raczej jak Włóczykij...
Może nie ogarniam, bo mam włosy raczej jak Włóczykij...
sobota, 29 grudnia 2012
piątek, 28 grudnia 2012
Wsiąść do pociągu
Co prawda nie do byle jakiego, bo w określonym celu i
kierunku, ale zawsze patrząc, jak wszystko zostaje w tyle. Bynajmniej nie chcę
śpiewać, a opowiedzieć Wam, co spotkało mnie w ubiegłym tygodniu, kiedy
wracałam do domu jednym z ostatnich pociągów.
Wieczór, dworzec PKP, przeszywający chłód, deszcz. Czekam.
Pociąg spóźnia się już 20 minut. Nagle światełko w tunelu. Oczekujący ze mną
pasażerowie już gotowi do biegu, by stoczyć bój o miejsce w ekskluzywnym
wagonie przewozów regionalnych. Pech, wszystkie przedziały wypełnione po
brzegi. Otwierają się drzwi, a ludzie z walizkami wręcz wysypują się z
przepełnionych przejść między wagonami. Na szczęście znalazło się miejsce i dla
mnie. Pięć osób nie wsiadło. Ruszamy.
Zaduch, lepkie powietrze, ludzie poupychani niczym ogórki
konserwowe, przyklejeni do szyby z napisem „opieranie się o drzwi grozi
wypadnięciem z pociągu”. Ale kto w takiej chwili zwróciłby na to uwagę. Po prawej mężczyzna kłóci się z emerytem, który, mimo
natłoku podróżnych ułożył swoje zakupy na siedzeniu obok, z lewej słychać głos
dziesięcioletniego chłopca: „System nie działa… Ładowanie… Osiem procent…
Dwadzieścia procent… Łiiiiiii... Awaria, awaria, awaria”, po chwili pytanie:
„Mamusiu, o czym marzysz?”. Mama odpowiada: „Najbardziej marzę o tym, żeby
znaleźć pracę Grzesiu”. Na to Grześ: „Łiiiiiii... Ładowanie… Trzynaście
procent….”. Jednak nikt jednak nie zwraca uwagi na Grzesia i jego mamę, bo w głębi
jednego z wagonów daje się słyszeć krzyk: „Nienawidzę swojej synowej. Gruba
krowa! Siedzi w chacie, nie pracuje, on zresztą też. Nieroby i brudasy. Tylko
uprawiają seks! To mnie należy się zasiłek, nie jej! Mnie!”. Żule popijają piwo
w kącie przedziału, zadowoleni, ze konduktor nie sprawdzi biletu, którego nie
posiadają. I znów dziwny zapach… dziewczyna obok wyciąga z torby panierowane
skrzydełka. Zajada ze smakiem, dzieląc się z facetem w płaszczu, sprawiającym wrażenie ekshibicjonisty, który za moment obnaży swoje wdzięki. Szum, trzask, kolejne hamowanie, podczas którego wszyscy wpadają na siebie. Ludzie wsiadają już nawet do
toalety. Nie uwierzylibyście ile osób może się tam zmieścić... Kobieta opowiadająca o synowej znów zabiera głos. Mówi o wykonywanych przed godziną
badaniach cytologicznych. Pokazuje chłopakowi siedzącemu obok papiery dokumentujące
historię swojej choroby…
![]() |
Przyjaciółka powiedziała, że przyciągam wariatów, bo ona przez trzy lata podróży pociągami nie spotkała tylu dziwnych osób. Ale nie narzekam, a nawet powiem, że ubawiłam się przednio, mimo męczącego mnie
przez dziesięć stacji dyskomfortu i
wielkiej walizki wbijającej mi się w cztery litery. Może dlatego, że sama jestem niezłą wariatką...
Podsumowanie jest tylko jedno. Bilet powrotny do domu - 6,80,-, wrażenia z
podróży komunikacją PKP– bezcenne. Można napisać o tym wiele… Polecam
każdemu, by przekonał się sam! :)
Holidej
Dywersja!
„A ja nie, po prostu nie, mnie się to nie podoba…” –
śpiewano niegdyś w popularnym musicalu „Metro”. Odniosę te słowa do tych
wszystkich śmiesznych postanowień noworocznych. (Już widzę jak za dywersję w
myślach chłosta mnie Holigoli, taak lubisz to maleńka, ale bądźmy już poważni).
Otóż nie rozumiem dlaczego ze względu na jeden dzień w roku mam w ogóle robić
jakieś postanowienia. Co z tego, że będzie nowy rok. Niby dlaczego motorem
zmian ma być data w kalendarzu. Tak poza tym nienawidzę Sylwestra i wbrew
Waszym podejrzeniom nie dlatego, że spędzam go sama. Nie jestem tego dnia
ubrana w piżamę w misie, nie trzymam flaszki w ręce, śpiewając „Znowu w życiu
mi nie wyszło”.
Chodzi o to, że ja nienawidzę przymusu, a właśnie w
Sylwestra czuję „odgórny nakaz” bawienia się dobrze, sypania dowcipami, bycia w
świetnym humorze. Kurde, a może akurat tego dnia będę „nie w sosie” i jedyne co
będę czuć to chęć wybicia połowy populacji. To całe sylwestrowe szaleństwo mnie
nie przekonuje, podobnie jak zabawa na pokaz.
Wracając jednak do „daty, która zmienia wszystko”, uważam,
że napędzać do małych, czy większych życiowych rewolucji nie powinna być
cyferka 31. Zmieniam coś, gdy się po prostu duszę, gdy wiem, że taki układ już
mi nie pasuje, kiedy robi się „do dupy”. Motorem zmian, które wprowadzam w
swoim krótkim, szalonym życiu jest, banalnie mówiąc, chęć bycia szczęśliwą.
Jasne, że nie jest łatwo, że to nie zachodzi szybko itd. Tylko nigdy nie czekam
na „ten magiczny moment”, bo wiele razy los pokazał mi, że nie warto czekać.
Jeden z popularnych w Polsce pisarzy, napisał”
„Planuj śmiało! Wybiegaj myślami
W przyszłość. Nie oglądaj się za siebie.
Nigdy nie wiesz, co będzie za następnym
Zakrętem. Wszak może być koniec”
W przyszłość. Nie oglądaj się za siebie.
Nigdy nie wiesz, co będzie za następnym
Zakrętem. Wszak może być koniec”
Dlatego, nie czekam do Sylwestra
Alcatraz
Żeby Sylwester nie był w pojedynkę
Jak znaleźć chłopaka na kilka minut przed Sylwestrem? Przede wszystkim nie można panikować. Nikt nie pójdzie na imprezę z histeryczką. Sprawiaj wrażenie, jakbyś w ogóle się nie przejmowała faktem, że nie masz:
a) z kim iść
b) dokąd iść
c) w czym iść
Nawet jeśli Sylwester jest za kilka godzin, możesz sobie jakoś poradzić.
Sposób na rasową podrywaczkę
Dzwonisz do najfajniejszego faceta, jakiego znasz i pytasz go, co robi w Sylwestra. Tak, tak po prostu. Nie masz czasu na kilkumiesięczne podchody i ceregiele. Musisz walić prosto z mostu, czas zachrzania, jak oszalały. Jeśli on odpowie: jeszcze nie wiem - jesteś uratowana. Zanim zdąży cokolwiek powiedzieć musisz go przytłoczyć jakąś świetną propozycją. Albo nawet nie jakąś świetną, ale propozycją. Najlepiej jakąś lekko prowokującą. Wtedy masz większe prawdopodobieństwo, że się zgodzi. Jeśli się nie zgodzi, nie przejmuj się. Najważniejsze to nie panikować, można skorzystać z kilku innych sposobów.
Sposób na mniej rasową podrywaczkę
Podobny do pierwszego sposobu. Z tą różnicą, że dzwonisz do faceta, który tobie się nie podoba, ale masz pewność, że on dla ciebie zatańczyłby nago sambę na środku miasta.
Sposób na kumpla geja
Dzisiaj prawie każda z nas ma kumpla o orientacji homoseksualnej. Byłam na imprezach z wieloma facetami, ale najlepiej zawsze bawię się w towarzystwie gejów. Są otwarci, lubią kobiety i mają pełne barki. Zadzwoń do kumpla geja, on na pewno przygarnie Cię pod swoje skrzydła. To nie musi być bliski kumpel. To może być kumpel twojej koleżanki. Oni naprawdę są otwarci.
Sposób na eks
To jest hardcorowy sposób, ale można z niego skorzystać. Jeśli naprawdę nie chcesz spędzić sylwestra w pojedynkę, wykonaj telefon do eks. Upewnij się, że nadal jest sam, zanim zaproponujesz mu wspólną imprezę. I na miłość boską, nie dzwoń do niego, jeśli to on z tobą zerwał. Wystarczy poniżania w starym roku.
a) z kim iść
b) dokąd iść
c) w czym iść
Nawet jeśli Sylwester jest za kilka godzin, możesz sobie jakoś poradzić.
Sposób na rasową podrywaczkę
Dzwonisz do najfajniejszego faceta, jakiego znasz i pytasz go, co robi w Sylwestra. Tak, tak po prostu. Nie masz czasu na kilkumiesięczne podchody i ceregiele. Musisz walić prosto z mostu, czas zachrzania, jak oszalały. Jeśli on odpowie: jeszcze nie wiem - jesteś uratowana. Zanim zdąży cokolwiek powiedzieć musisz go przytłoczyć jakąś świetną propozycją. Albo nawet nie jakąś świetną, ale propozycją. Najlepiej jakąś lekko prowokującą. Wtedy masz większe prawdopodobieństwo, że się zgodzi. Jeśli się nie zgodzi, nie przejmuj się. Najważniejsze to nie panikować, można skorzystać z kilku innych sposobów.
Sposób na mniej rasową podrywaczkę
Podobny do pierwszego sposobu. Z tą różnicą, że dzwonisz do faceta, który tobie się nie podoba, ale masz pewność, że on dla ciebie zatańczyłby nago sambę na środku miasta.
Sposób na kumpla geja
Dzisiaj prawie każda z nas ma kumpla o orientacji homoseksualnej. Byłam na imprezach z wieloma facetami, ale najlepiej zawsze bawię się w towarzystwie gejów. Są otwarci, lubią kobiety i mają pełne barki. Zadzwoń do kumpla geja, on na pewno przygarnie Cię pod swoje skrzydła. To nie musi być bliski kumpel. To może być kumpel twojej koleżanki. Oni naprawdę są otwarci.
Sposób na eks
To jest hardcorowy sposób, ale można z niego skorzystać. Jeśli naprawdę nie chcesz spędzić sylwestra w pojedynkę, wykonaj telefon do eks. Upewnij się, że nadal jest sam, zanim zaproponujesz mu wspólną imprezę. I na miłość boską, nie dzwoń do niego, jeśli to on z tobą zerwał. Wystarczy poniżania w starym roku.
Lista noworocznych postanowień Holigoli
Uwaga! Czas zacząć robić listę noworocznych postanowień! Ja swoją już zrobiłam.
1. Będę miła. Przynajmniej milsza To będzie bardzo trudne, bo ja uwielbiam się taplać w moim sarkastycznym poczuciu humoru, w mojej wrodzonej złośliwości. Ale spróbuję, podejmę się tego zadania.
2. Będę mniej łatwowierna. Nadal nie wiem, jak mogłam uwierzyć, że yerba mate to sztuki walki.
3. Polubię moich przyszłych teściów. (Ale najpierw skończę siedem klas w szkole magii i czarodziejstwa Hogwart, bo bez czarów to się raczej nie uda).
4. Będę punktualna. Chociaż to raczej niewykonalne. To może zróbcie coś dla mnie i Wy zacznijcie się spóźniać. Wtedy ja nie będę aż tak bardzo spóźniona.
5. Przestanę nadużywać alkoholu i innych używek. W grę nie wchodzą: moje urodziny, moje imieniny, urodziny moich bliskich, imieniny moich bliskich i dalekich znajomych, święta, sylwester, imprezy karnawałowe, wesela, spotkania klasowe, imprezy pracownicze, babskie wieczorki, pidżama party, rocznice pożegnań z wybranymi eks, rocznicę obecnego związku, wydarzenia, które należy opić i dni, w które trzeba porządnie zachlać. W pozostałe 16 dni w nadchodzącym roku będę trzeźwa.
6. Przestanę mówić, jaka jestem okropna. Jestem po studiach humanistycznych, znam przecież tyle synonimów słowa "okropna".
7. Przestanę wydawać chore sumy na ciuchy. Jeśli nawet nie w tym roku, to kiedyś na pewno.
8. Ograniczę flirtowanie z kim popadnie. Nie do zera, bo to by mnie zabiło, ale ograniczę.
9. Dokształcę się i porozmawiam z moim facetem o fizyce kwantowej.
10. Nauczę się gotować i już nikt nie zarzuci mi, że zupa mleczna, którą kiedyś zrobiłam, była klejem do tapet.
A czy Wy sobie coś postanawiacie?
Holigoli
Holigolowa lista postanowień noworocznych:
1. Będę miła. Przynajmniej milsza To będzie bardzo trudne, bo ja uwielbiam się taplać w moim sarkastycznym poczuciu humoru, w mojej wrodzonej złośliwości. Ale spróbuję, podejmę się tego zadania.
2. Będę mniej łatwowierna. Nadal nie wiem, jak mogłam uwierzyć, że yerba mate to sztuki walki.
3. Polubię moich przyszłych teściów. (Ale najpierw skończę siedem klas w szkole magii i czarodziejstwa Hogwart, bo bez czarów to się raczej nie uda).
4. Będę punktualna. Chociaż to raczej niewykonalne. To może zróbcie coś dla mnie i Wy zacznijcie się spóźniać. Wtedy ja nie będę aż tak bardzo spóźniona.
5. Przestanę nadużywać alkoholu i innych używek. W grę nie wchodzą: moje urodziny, moje imieniny, urodziny moich bliskich, imieniny moich bliskich i dalekich znajomych, święta, sylwester, imprezy karnawałowe, wesela, spotkania klasowe, imprezy pracownicze, babskie wieczorki, pidżama party, rocznice pożegnań z wybranymi eks, rocznicę obecnego związku, wydarzenia, które należy opić i dni, w które trzeba porządnie zachlać. W pozostałe 16 dni w nadchodzącym roku będę trzeźwa.
6. Przestanę mówić, jaka jestem okropna. Jestem po studiach humanistycznych, znam przecież tyle synonimów słowa "okropna".
7. Przestanę wydawać chore sumy na ciuchy. Jeśli nawet nie w tym roku, to kiedyś na pewno.
8. Ograniczę flirtowanie z kim popadnie. Nie do zera, bo to by mnie zabiło, ale ograniczę.
9. Dokształcę się i porozmawiam z moim facetem o fizyce kwantowej.
10. Nauczę się gotować i już nikt nie zarzuci mi, że zupa mleczna, którą kiedyś zrobiłam, była klejem do tapet.
A czy Wy sobie coś postanawiacie?
Holigoli
czwartek, 27 grudnia 2012
Wieczorny apel do kobiet, tych niektórych
Chyba rozpoczniemy nowy cykl. Jego robocza nazwa brzmi "szczęśliwe mężatki". Dziś cytować będziemy naszą koleżankę, żonę, matkę, a przede wszystkim matkę-Polkę. Z głosem pełnym dumy pochwaliła nam się dzisiaj:
- Mój mąż jest kochany. W wigilię przyszedł do kuchni w nocy i powiedział do mnie "kochanie, zostaw już te gary. Pozmywasz je rano".
Prawdziwy z niego skarb, prawda? Zastanawiałyśmy się co jest gorsze, to że on tak powiedział, czy to że ona się tym chwaliła. Dla niej bycie wzorową żoną jest darem od niebios. Nie nabijamy się z tego, bo każdy ma w życiu jakąś funkcję, którą powinien wypełniać, jak najlepiej potrafi. Ale chyba nikt nie jest powołany do mycia naczyń. Dom (o ile nie należy do singla) jest zbiorowym obowiązkiem, wszystkich członków rodziny. Nie należy tylko do kobiety.
- Mój mąż jest kochany. W wigilię przyszedł do kuchni w nocy i powiedział do mnie "kochanie, zostaw już te gary. Pozmywasz je rano".
Prawdziwy z niego skarb, prawda? Zastanawiałyśmy się co jest gorsze, to że on tak powiedział, czy to że ona się tym chwaliła. Dla niej bycie wzorową żoną jest darem od niebios. Nie nabijamy się z tego, bo każdy ma w życiu jakąś funkcję, którą powinien wypełniać, jak najlepiej potrafi. Ale chyba nikt nie jest powołany do mycia naczyń. Dom (o ile nie należy do singla) jest zbiorowym obowiązkiem, wszystkich członków rodziny. Nie należy tylko do kobiety.
Święta, święta i po świętach
Witamy wszystkich po świątecznej przerwie!
Jesteśmy naładowane pozytywna energią i zapałem do pracy. No dobra, tak kolorowo nie jest. Jesteśmy obżarte, niewyspane, zmarnowane, niektóre z nas mają wyraźne ślady kaca na twarzy, inne taplają się w grypie. Ale żyjemy! I już zabieramy się do pisania.
A jak Wam minęły święta?
Jesteśmy naładowane pozytywna energią i zapałem do pracy. No dobra, tak kolorowo nie jest. Jesteśmy obżarte, niewyspane, zmarnowane, niektóre z nas mają wyraźne ślady kaca na twarzy, inne taplają się w grypie. Ale żyjemy! I już zabieramy się do pisania.
A jak Wam minęły święta?
niedziela, 23 grudnia 2012
Wszystko na opak
Czy Wy też tak macie, że gdy musicie wstawać, to nie możecie wyjść z łóżka, a gdy możecie poleżeć, to kompletnie nie chce Wam się spać?
sobota, 22 grudnia 2012
I know I'm evil
Mikołaju lub Gwiazdorze, nie byłam grzeczna...
1 Śmiałam się, gdy ktoś się poślizgnął i przewrócił, tak już po prostu mam.
2 Piłam za dużo cytrynówki, dziwnych gatunków piwa i whiskey. Holidej i Holigoli - coś o tym wiecie. A i zagryzałam to kebabem w środku nocy.
3 Dzwoniłam do czyichś drzwi, a potem uciekałam.
4 Odbierałam telefon domowy, mówiąc "Kostnica Zimne Nóżki, słucham".
5 Żarłam, żarłam i jeszcze raz żarłam - czekoladę, pierniki i te marcepanowe gwiazdorki. Do tego najczęściej kabanosy...
6 Jestem uzależniona od kawy, szczególnej w takiej jednej kawiarni, gdzie mam nawet kartę z punktami.
7 Nieustannie i haniebnie spóźniam się do pracy. Wstawanie wcześnie rano to zbrodnia.
8 Opowiadam dziwne kawały: np. o ślinie, czy Ryjku z Muminków.
9 Przepieprzam za dużo pieniędzy na ubrania, ale najczęściej te z wyprzedaży. Ostatnio przecierane dżinsy wołały "Take me home, take me". Jakże mogłam odmówić...
10 "I did bad bad things"...
www.quotes-lover.com
I wiesz co Mikołaju, wcale się nie zmienię!
Alcatraz
Nie będę perfekcyjna
Bo...
1 Nie mam czasu odkurzać codziennie i na pewno rękawiczka po
zetknięciu z moją półką będzie szara.
2 Nie bawi mnie układanie ręczników w zwierzątka. Wolę te
żywe zwierzaki, które ze mną mieszkają.
3 Nie chodzę po domu w sukience i szpilkach – wielkie
skarpety, wyciągnięta bluza i legginsy to jest to, no chyba, że wiadomo kto ma
przyjść...
4 Nie uważam, że miłość do kogoś wyraża się dbaniem o dom.
Hmm, bo to dwie osoby powinny o niego dbać!
5 Bardziej dla mnie liczy się czas spędzony z rodziną, niż
wysprzątane i nieskazitelne wnętrze. Nie znaczy to jednak, że mieszkam w
„chlewie”.
6 Nie interesuje mnie technika sprzątania, czy prasowania.
Nie cierpię tego, robię to, bo muszę i nie mam zamiaru wgłębiać się w tę
filozofię. Wolę poczytać książkę.
7 Nie nakrywam stołu do obiadu, a z boku talerza nie leży
piętnaście widelców i noży – każdy do innej potrawy. No proszę Was, ktoś tak
je?
8 Wolę być sobą! Tak, na moim fotelu leżą ubrania, a książki
są na podłodze obok łóżka. Tak właśnie wygląda dom, czyli miejsce, gdzie ktoś
żyje. Nie chcę mieszkać w muzeum.
8 Moje Święta nie będą perfekcyjne, bo nie! Mają być wesołe
i rodzinne. I nie wstanę rano, żeby sprzątać i gotować. Ten weekend to jedyny
czas kiedy mogę się wyspać. Codziennie wstaję o 6 rano. I co z tego, że nie
będzie 12 potraw, a na lampie pewnie zostanie kurz, bo nie zdążę wszystkiego
ogarnąć. Świat się nie zawali. A ja nie zamierzam paść ze zmęczenia w Wigilię.
Co więcej, to samo zaszczepiłam mojej mamie, której do tej
pory wmawiano od pokoleń, że ma być perfekcyjna. Ja wolę kiedy jest wypoczęta.
Nie bądźmy perfekcyjne, bądźmy sobą!
Alcatraz
piątek, 21 grudnia 2012
Końca świata nie ma, urodziny są
Koniec świata nie nadszedł, więc mogę ze spokojem zabrać się do napisania o Niej. Bo Ona ma dzisiaj urodziny. Ona to szalona kobieta, którą poznałam jakieś cztery lata temu. Dziwne to było spotkanie, bo w warunkach tramwajowych.
Ona do mnie: Mieszkam pod Kaliszem.
Ja, zawsze beznadziejna z geografii, mówię do niej: To nie lepiej, żebyś studiowała nad morzem?
Ona, patrząc na mnie ze zdziwieniem: No nie za bardzo.
Dopiero w domu się zorientowałam, że pomyliłam Kalisz z Koszalinem. Mimo tego jakoś się skumałyśmy razem. Skumanie się razem oznaczało wspólne przebrnięcie przez wszystkie ważne etapy, które przytrafiają się żakom. Zdawałyśmy razem egzaminy. Czasem dosłownie razem. Czując jej ramię przy swoim ramieniu, spędziłam z nią wiele godzin na wykładach. Czasami można było wyczuć od nas jeszcze przez kilka godzin woń alkoholu. Przeklinałyśmy wspólnie wykładowców. Donosiłyśmy sobie o wszystkich ważnych wydarzeniach w naszym życiu. Upijałyśmy się razem. Pichciłyśmy razem sałatkę z kurczakiem. Robiłyśmy dziwne rzeczy w windzie. Upijałyśmy się razem. W międzyczasie, nawet nie wiadomo kiedy, nasze małe serca zostały oplecione złotą wstęgą nazywaną przez specjalistów więzią przyjaźni. I tak jakoś zostało.
Ona jest niesamowita. Kocha tak mocno i zaborczo, że przez dwa lata była zazdrosna, że oprócz niej, miałam też na studiach przyjaciela-faceta. Wkurzyła się, gdy nie powiedziałam jej, że piszę tego bloga. Jeszcze bardziej się wkurza, gdy nie daję znaku życia przez więcej niż cztery dni. Ale z drugiej strony, wiem, że mogę zawsze na nią liczyć. Że jak w nocy wyślę smsa o dramatycznej treści, to ona w tej nocy skłonna jest przyjść do mnie nawet pieszo z tego swojego Koszalina, czy Kalisza.
Sporo muszę się jeszcze od niej nauczyć. Tego romantyzmu. Bezwarunkowej miłości do wszystkich wokół. Umiejętności nawiązywania kontaktów ze wszystkimi. Rzucania celnymi ripostami. Miłości do pielęgnowania rodzinnego ogniska. Tej odwagi, którą ma w nadmiarze.
Kochana 24-latko!
Jak Ci powiem, że Cię kocham to będzie mało. Ale powiem Ci, że Cię kocham I życzę Ci stu koszmarnie szczęśliwych lat. I powiem Ci, że się strasznie cieszę, że nie studiowałaś jednak nad morzem...
Twoja do grobowej deski,
Holigoli
P.S. I na boga, zrób coś z tymi siwymi włosami!
Ona do mnie: Mieszkam pod Kaliszem.
Ja, zawsze beznadziejna z geografii, mówię do niej: To nie lepiej, żebyś studiowała nad morzem?
Ona, patrząc na mnie ze zdziwieniem: No nie za bardzo.
Ona jest niesamowita. Kocha tak mocno i zaborczo, że przez dwa lata była zazdrosna, że oprócz niej, miałam też na studiach przyjaciela-faceta. Wkurzyła się, gdy nie powiedziałam jej, że piszę tego bloga. Jeszcze bardziej się wkurza, gdy nie daję znaku życia przez więcej niż cztery dni. Ale z drugiej strony, wiem, że mogę zawsze na nią liczyć. Że jak w nocy wyślę smsa o dramatycznej treści, to ona w tej nocy skłonna jest przyjść do mnie nawet pieszo z tego swojego Koszalina, czy Kalisza.
Sporo muszę się jeszcze od niej nauczyć. Tego romantyzmu. Bezwarunkowej miłości do wszystkich wokół. Umiejętności nawiązywania kontaktów ze wszystkimi. Rzucania celnymi ripostami. Miłości do pielęgnowania rodzinnego ogniska. Tej odwagi, którą ma w nadmiarze.
Kochana 24-latko!
Jak Ci powiem, że Cię kocham to będzie mało. Ale powiem Ci, że Cię kocham I życzę Ci stu koszmarnie szczęśliwych lat. I powiem Ci, że się strasznie cieszę, że nie studiowałaś jednak nad morzem...
Twoja do grobowej deski,
Holigoli
P.S. I na boga, zrób coś z tymi siwymi włosami!
czwartek, 20 grudnia 2012
Nie trzeba być ślepym, wystarczy być mężczyzną
- Kochanie zauważyłeś we mnie jakąś zmianę?
- Schudłaś?
- Nie! Uważasz, że powinnam?!
- Nie, tak tylko mówię… Czy to nowa bluzka?
- Noszę ją od wakacji… Czy ty w ogóle na mnie patrzysz…?
- Wiem! …Nie, przecież spódniczkę kupowaliśmy razem w ten
weekend.
- Tak trudno zauważyć, że zmieniłam kolor włosów?!
Nowa sukienka, fryzura, nowa szminka, buty, wizyta u
kosmetyczki. Staramy się i dbamy o swój wygląd nie tylko dla siebie, ale w
dużej mierze właśnie dla nich. Ile razy zdarzyło nam się prowadzić ten dialog…
Czasami mam poczucie, że lepiej nie zadawać pytania „czy zauważyłeś coś nowego”,
które najczęściej kończy się kłótnią, albo cichymi dniami… Oczywiście zazwyczaj
próbuje wybrnąć słowami „zawsze jesteś piękna, to przez to nie dostrzegam zmian”.
Gorzej, kiedy spotkamy typa, który stwierdza, że niepotrzebnie wydałyśmy
pieniądze, bo fryzura wygląda tak samo, albo który pyta, po co nam kolejna sukienka, "przecież szafa ugina się od ciuchów". Z takimi facetami nie da się żyć.
Przyjaciółka powiedziała mi kiedyś: – Nie trzeba być ślepym,
wystarczy być mężczyzną - . Święte słowa. Z kolei w jednym z czasopism
dowiedziałam się, że mężczyźni widzą u kobiet przede wszystkim biust i pupę. Coś w tym jest. Ale skoro patrzą już na te partie ciała, dlaczego nie
zauważają „opakowania”, na przykład wspomnianej sukienki, którą kupiłyśmy, żeby zrobić się na bóstwo? Nie zaskoczę was odpowiedzią na to pytanie, bo nie wiem.
Oczywiście jak w każdym przypadku medal ma dwie strony i
opadam z sił, kiedy słyszę wśród moich znajomych, że facet nie pochwalił
zrobionych henną brwi, czy nowej kredki do oczu. Ale jak można nie zauważyć
nowej fryzury u swojej ukochanej? Panowie, błagam, to nie takie trudne.
Zwłaszcza, że koledzy z pracy zawsze dostrzegają nowy kolor włosów, czy nawet nową
sukienkę…
Holidej
Frustratka kontra moja matka
Jestem zmęczona. Niewyspana. Nie wyrabiam. Na nic nie wystarcza mi czasu. Mam za mało czasu. Jestem taka obolała. Jestem taka sfrustrowana. Jestem taka nieszczęśliwa. Mam mętlik w głowie. Jestem chodzącym nieszczęściem.
Słyszę takie zdania niemal codziennie. Nie wiem, co ostatnio stało się młodym kobietom i dziewczynom, ale z ich ust wydobywają się jedynie lawiny skarg na otaczającą rzeczywistość. Na początku mnie to bawiło, teraz staram się to ignorować.
Te narzekające panny, które na potrzeby tego tekstu nazwę Frustratkami, prawdopodobnie dzień zaczynają od mocno skrzywionej miny. Frustrować się można na wszystko, chociażby na pogodę - bo śnieg, bo deszcz, bo słońce, bo wiatr, bo mgła, bo upał, bo mróz. Znakomitym źródłem frustracji jest praca, bo przecież stać ją na coś lepszego bo chciałaby więcej zarabiać, bo w tej nie odpowiadają jej współpracownicy. Czy Frustratki robią coś w tej kwestii? Nie, nie mają na to czasu. Muszą się frustrować.
Z facetami też maja problem. Bo one ich nie rozumieją albo co gorsze, faceci nie rozumieją Frustratek. Ich związkom zawsze czegoś brakuje. A jeśli jeszcze nie brakuje, to Frustratka znajdzie ten brakujący element, ten powód, żeby wbić szpilkę w kolorowy balonik.
Jestem Frustratką.
Słyszę takie zdania niemal codziennie. Nie wiem, co ostatnio stało się młodym kobietom i dziewczynom, ale z ich ust wydobywają się jedynie lawiny skarg na otaczającą rzeczywistość. Na początku mnie to bawiło, teraz staram się to ignorować.
Te narzekające panny, które na potrzeby tego tekstu nazwę Frustratkami, prawdopodobnie dzień zaczynają od mocno skrzywionej miny. Frustrować się można na wszystko, chociażby na pogodę - bo śnieg, bo deszcz, bo słońce, bo wiatr, bo mgła, bo upał, bo mróz. Znakomitym źródłem frustracji jest praca, bo przecież stać ją na coś lepszego bo chciałaby więcej zarabiać, bo w tej nie odpowiadają jej współpracownicy. Czy Frustratki robią coś w tej kwestii? Nie, nie mają na to czasu. Muszą się frustrować.
Z facetami też maja problem. Bo one ich nie rozumieją albo co gorsze, faceci nie rozumieją Frustratek. Ich związkom zawsze czegoś brakuje. A jeśli jeszcze nie brakuje, to Frustratka znajdzie ten brakujący element, ten powód, żeby wbić szpilkę w kolorowy balonik.
wtorek, 18 grudnia 2012
Kwestia spamu
Czy Wam się też tak twarz cieszy, jak czytacie poranną pocztę? A właściwie, jak kasujecie tony spamu, które napłynęły do Was, gdy Wy smacznie spaliście i w swej fazie rem przeżywaliście błogie chwile w świecie bez reklam?
Mnie moja codzienna poranna porcja spamu bawi niemiłosiernie, bo okazuje się, że Internet coraz lepiej mnie zna. Kasuję zatem pierwszego maila o treści "Od dawna chcesz schudnąć?! My Ci pomożemy". Cóż za bystra uwaga. Chcieć to ja chcę. Że od dawna też się zgadza. Ale, że ktoś mógłby mi w tym pomóc, to raczej bzdura. Inna wiadomość jest lepsza, bo zwiastuje niebywałe szczęście. Tytuł trąbi "WYGRAŁEŚ MILION EURO". Szkoda, że podobnych maili dostałam jeszcze trzy. Oprócz miliona euro, zgarnęłam również nowe auto i wakacje w Oslo. Pisze też do mnie księżniczka Ariminina Khurstavova, błagając mnie o pomoc słowami "Ty żyć kraj dobry, ja pomoc prosić. Być święta w nadchodzeniu. Ty wpłacić money na mój kont...". Ja niestety nie wpłacić money na żadne kont, bo ja być ze złego kraj.
Mnie moja codzienna poranna porcja spamu bawi niemiłosiernie, bo okazuje się, że Internet coraz lepiej mnie zna. Kasuję zatem pierwszego maila o treści "Od dawna chcesz schudnąć?! My Ci pomożemy". Cóż za bystra uwaga. Chcieć to ja chcę. Że od dawna też się zgadza. Ale, że ktoś mógłby mi w tym pomóc, to raczej bzdura. Inna wiadomość jest lepsza, bo zwiastuje niebywałe szczęście. Tytuł trąbi "WYGRAŁEŚ MILION EURO". Szkoda, że podobnych maili dostałam jeszcze trzy. Oprócz miliona euro, zgarnęłam również nowe auto i wakacje w Oslo. Pisze też do mnie księżniczka Ariminina Khurstavova, błagając mnie o pomoc słowami "Ty żyć kraj dobry, ja pomoc prosić. Być święta w nadchodzeniu. Ty wpłacić money na mój kont...". Ja niestety nie wpłacić money na żadne kont, bo ja być ze złego kraj.
poniedziałek, 17 grudnia 2012
Tak bardzo pragnie
Zobaczcie, jak bardzo można pragnąć:
http://poznan.gumtree.pl/c-Praca-marketing-media-pr-Pragne-W0QQAdIdZ440738602
http://poznan.gumtree.pl/c-Praca-marketing-media-pr-Pragne-W0QQAdIdZ440738602
Skrzynia wstydu
Wczoraj olałam niedzielny schemat. Bo niby trzeba pamiętać, żeby dzień święty święcić, a ja święciłam ze szmatą w dłoni. Nawet mój ojciec, który jakimś szczególnym katolikiem nie jest, oburzył się, gdy się zaczęłam dobierać do kuchennych okien. Sprzątałam też swoje drobiazgi. Moje drobiazgi to jest w ogóle jakaś chora sprawa, bo ja z zasady nie lubię magazynować. To jest dla mnie niehigieniczne i zaburza moje pedantyczne myślenie, ale są rzeczy, których wyrzucić nie można. Po prostu dusza romantyczki nie pozwala. Kilka lat temu przygotowałam, więc duży karton, w którym zbieram to, co jest dla mnie szczególne ważne. Podczas wczorajszych porządków jeszcze raz przyjrzałam się tym zbiorom.
Wśród nich odnalazłam:
1.) kulkę z wosku zrobioną przez pewnego zuchwałego chłopaka
2.) list do mnie z przyszłości ode mnie z przeszłości
3.) scenariusz sztuki teatralnej napisany w wieku 15 lat (wtedy wydawał mi się totalnie melodramatyczny, dzisiaj przezabawny)
4.) reprodukcję "Krzyku", namalowaną przez mojego brata - to mnie dopiero ubawiło
5.) kasetę magnetofonową "Supernova" Urszuli - błędy młodości
6.) białą skarpetę, którą machałam podczas koncertu Red Hot Chili Peppers
7.) moje wiersze - olaboga!
8.) pukiel włosów jednego z facetów, ale niestety nie pamiętam którego
I kilka innych pamiątek. Są to rzeczy, które są totalnie niepotrzebne. Pudełko, w którym się znajdują nazywam "skrzynią wstydu", bo gdyby wpadła w niepowołane ręce, byłabym skończona. Ale jakoś rozstać się z tym nie potrafią. I nie zamierzam!
Holigoli
A oto "Krzyk" mojego brata...
czwartek, 13 grudnia 2012
Bambosznik, męska Nel, melepeta - z kim jesteś w związku?
Na podstawie moich bogatych doświadczeń z facetami, sporządziłam listę ciekawych przypadków. Oto faceci w kilku wersjach:
1.) dupa-nie-facet - znakomity dla kobiet, które mają w sobie niespożyte pokłady macierzyńskiego ciepła. Ten typ faceta boi się własnego cienia. Raczej nie zaprosi cie nigdzie, bo będzie się wstydził. Da ci pieniądze w knajpie, żebyś to ty poszła uregulować rachunek (dla tych, co lubią defraudować małe sumy, to akurat dobra wiadomość), bo też będzie czuł pewne takie zmieszanie na widok długonogiej kelnerki.
2.) troskliwy miś - na pierwszej randce zasypie cie tysiącem pytań: nie jest ci za zimno/za ciepło/za duszno/ za wszystko? Każe ci nosić swój wełniany sweter nawet w upalne dni. Nie pozwoli ci wyjść z koleżankami, bo ktoś może cię porwać (np. do tańca). Obrazi się, gdy zabronisz mu przyłazić, gdy się przeziębisz. A on taki dobry rosół dla ciebie przygotował.
3.) cholerozofil - jego choleryzm objawi się przede wszystkim w aucie. O ile będzie umiał powstrzymać się w restauracji, to w aucie wyjdzie z niego cała jego diabelna natura. Nakrzyczy na babiczkę z balkonikiem, że tak długo przechodzi przez ulicę. Natrąbi na dzieci, bo graja w piłkę na boisku i istnieje prawdopodobieństwo (znikome, no ale zawsze), że piłka wyleci na ulicę. Na końcu wkurzy się na ciebie, bo w tym samochodzie drzwiami się nie trzaska!
4.) bambosznik - spojrzy na ciebie, jak na skończoną wariatkę, kiedy zaproponujesz mu, żebyście w piątek wyszli. Przecież w domu jest tak miło, ciepło i w telewizji "Killer" leci. I bamboszki ciepłe już ma na stópkach...
1.) dupa-nie-facet - znakomity dla kobiet, które mają w sobie niespożyte pokłady macierzyńskiego ciepła. Ten typ faceta boi się własnego cienia. Raczej nie zaprosi cie nigdzie, bo będzie się wstydził. Da ci pieniądze w knajpie, żebyś to ty poszła uregulować rachunek (dla tych, co lubią defraudować małe sumy, to akurat dobra wiadomość), bo też będzie czuł pewne takie zmieszanie na widok długonogiej kelnerki.
2.) troskliwy miś - na pierwszej randce zasypie cie tysiącem pytań: nie jest ci za zimno/za ciepło/za duszno/ za wszystko? Każe ci nosić swój wełniany sweter nawet w upalne dni. Nie pozwoli ci wyjść z koleżankami, bo ktoś może cię porwać (np. do tańca). Obrazi się, gdy zabronisz mu przyłazić, gdy się przeziębisz. A on taki dobry rosół dla ciebie przygotował.
3.) cholerozofil - jego choleryzm objawi się przede wszystkim w aucie. O ile będzie umiał powstrzymać się w restauracji, to w aucie wyjdzie z niego cała jego diabelna natura. Nakrzyczy na babiczkę z balkonikiem, że tak długo przechodzi przez ulicę. Natrąbi na dzieci, bo graja w piłkę na boisku i istnieje prawdopodobieństwo (znikome, no ale zawsze), że piłka wyleci na ulicę. Na końcu wkurzy się na ciebie, bo w tym samochodzie drzwiami się nie trzaska!
4.) bambosznik - spojrzy na ciebie, jak na skończoną wariatkę, kiedy zaproponujesz mu, żebyście w piątek wyszli. Przecież w domu jest tak miło, ciepło i w telewizji "Killer" leci. I bamboszki ciepłe już ma na stópkach...
Subskrybuj:
Posty (Atom)