niedziela, 12 sierpnia 2012

Trend na femi

- Ty też byłaś kiedyś feministką - usłyszałam od jakiejś kretynki na imprezie.
- Jak to byłam? Nadal jestem - roześmiałam się.
- No jak to? Przecież masz już faceta... - odpowiedziała wspomniana już kretynka, a ja nie kryłam swojego zdziwienia jeszcze przez kolejną godzinę.

O co chodzi? Czy feministka to singielka, która dzięki feminizmowi ma okazję do wyżywania się na swój stan cywilny i nieudolność mężczyzn podczas podejmowania decyzji o związku z inna kobietą? Ile jest idiotek w naszym szacownym kraju, które tak uważają?
Wyprowadzam z błędu te, które dotąd właśnie tak myślały. Feministki mają facetów, narzeczonych, konkubentów, mężów, przyjaciół płci męskiej (nie tylko gejów). Co więcej mamy też koleżanki i przyjaciółki (zarówno w związkach, jak i singielki). Feminizm to nie choroba cywilizacyjna przenoszoną drogą telewizyjną przez stacje typu tvnstyle. Feminizm to chęć zdobycia pewnej wiedzy o kobietach, a przy okazji także o mężczyznach. To szukanie odpowiedzi dlaczego jest tak, jak jest i jak może być i co trzeba zrobić, żeby zaczęło tak być.
Znam sporo dziewczyn, dwudziestoparolatek i tych nieco starszych, które podzielają moje (jak się okazuje feministyczne) poglądy, ale w życiu same nie określą się mianem feministki. Bo to wstyd. Obciach. Niezręczność językowa. Out z życia rodzinno-towarzyskiego. Zaczepka dla mężczyzny. I nie o nazewnictwo tu chodzi, ale o ten wstyd. Bo jeśli wstydzimy się o sobie powiedzieć w ten sposób, to za chwilę będziemy się też wstydziły powiedzieć publicznie o swoich poglądach, przemyśleniach, czy potrzebach. Lęk przed nazewnictwem wzmaga lęk przed samą rzeczą (inspirowane Lordem Voldemortem z Harry'ego Pottera).
Faceci boją się feministek, dlatego je obrażają. Dlatego stworzyli dla nich obraz brzydkich pseudo-intelektualistek, których jedyną ambicją jest zniszczenie i mentalne wykastrowanie mężczyzn. Faceci boją się, że feministki ograniczą ich prawa, że postawią na głowie system, w którym dotąd żyli (faceci nie lubią zmian).
Zatem apel do facetów! Zanim z odrazą w głosie powiecie do swojej kobiety "Ty feministko", dowiedzcie się kim jest feministka, jakie poglądy reprezentuje, jakie stanowisko przyjmuje w sprawach współczesnej polityki i praw kobiet, o co walczy, co chciałaby zmienić w obowiązującym prawodawstwie. Dopiero potem traktujcie feministki, jak trędowate. Bo tak naprawdę, jesteśmy coraz bardziej TRENDowate i będzie nas coraz więcej. 
Poniżej kilka mitów dotyczących feministek i dla kontry kilka faktów. Polecam lekturze zarówno paniom, jak i panom.

Mity:
1. Feministki mają trzy cycki.
2. Feministki nie wiedzą, co to depilator, stringi, zalotka i lakier do paznokci.
3. Feministki nie mają przyjaciół (poza innymi feministkami i gejami).
4. Feministki są grube.
5. Feministki nie interesują się niczym poza feminizmem.
6. Feministki nie wiedzą, co to miłość.
7. Feministki nie oglądają telewizji (czytają tylko poważne książki)
8. Feministki nie chodzą na babskie imprezy.
9. Feministki (wszystkie) mają koty.
10. Feministki nienawidzą facetów.

Fakty:
1. Feministki golą nogi i używają kosmetyków, także tych upiększających.
2. Feministki potrafią się wzruszać i płakać.
3. Feministki chodzą na zakupy.
4. Feministki uprawiają seks.
5. Feministki oglądają komercyjne filmy i słuchają komercyjnej muzyki.
6. Feministki noszą koronkową bieliznę.
7. Feministki potrafią przyznać się do błędu i przeprosić.
8. Feministki potrafią gotować i zajmować się domem.
9. Feministki mogą mieć dzieci.
10. Feministki lubią facetów.

Feministka pełną gębą,
Holigoli

Raszple na Facebooku!

2 komentarze:

  1. Nie potrafię gotować, ale jestem feministką :)

    OdpowiedzUsuń