- Ty też byłaś kiedyś feministką - usłyszałam od jakiejś kretynki na imprezie.
- Jak to byłam? Nadal jestem - roześmiałam się.
- No jak to? Przecież masz już faceta... - odpowiedziała wspomniana już kretynka, a ja nie kryłam swojego zdziwienia jeszcze przez kolejną godzinę.
O co chodzi? Czy feministka to singielka, która dzięki feminizmowi ma okazję do wyżywania się na swój stan cywilny i nieudolność mężczyzn podczas podejmowania decyzji o związku z inna kobietą? Ile jest idiotek w naszym szacownym kraju, które tak uważają?
Wyprowadzam z błędu te, które dotąd właśnie tak myślały. Feministki mają facetów, narzeczonych, konkubentów, mężów, przyjaciół płci męskiej (nie tylko gejów). Co więcej mamy też koleżanki i przyjaciółki (zarówno w związkach, jak i singielki). Feminizm to nie choroba cywilizacyjna przenoszoną drogą telewizyjną przez stacje typu tvnstyle. Feminizm to chęć zdobycia pewnej wiedzy o kobietach, a przy okazji także o mężczyznach. To szukanie odpowiedzi dlaczego jest tak, jak jest i jak może być i co trzeba zrobić, żeby zaczęło tak być.
Znam sporo dziewczyn, dwudziestoparolatek i tych nieco starszych, które podzielają moje (jak się okazuje feministyczne) poglądy, ale w życiu same nie określą się mianem feministki. Bo to wstyd. Obciach. Niezręczność językowa. Out z życia rodzinno-towarzyskiego. Zaczepka dla mężczyzny. I nie o nazewnictwo tu chodzi, ale o ten wstyd. Bo jeśli wstydzimy się o sobie powiedzieć w ten sposób, to za chwilę będziemy się też wstydziły powiedzieć publicznie o swoich poglądach, przemyśleniach, czy potrzebach. Lęk przed nazewnictwem wzmaga lęk przed samą rzeczą (inspirowane Lordem Voldemortem z Harry'ego Pottera).
Faceci boją się feministek, dlatego je obrażają. Dlatego stworzyli dla nich obraz brzydkich pseudo-intelektualistek, których jedyną ambicją jest zniszczenie i mentalne wykastrowanie mężczyzn. Faceci boją się, że feministki ograniczą ich prawa, że postawią na głowie system, w którym dotąd żyli (faceci nie lubią zmian).
Zatem apel do facetów! Zanim z odrazą w głosie powiecie do swojej kobiety "Ty feministko", dowiedzcie się kim jest feministka, jakie poglądy reprezentuje, jakie stanowisko przyjmuje w sprawach współczesnej polityki i praw kobiet, o co walczy, co chciałaby zmienić w obowiązującym prawodawstwie. Dopiero potem traktujcie feministki, jak trędowate. Bo tak naprawdę, jesteśmy coraz bardziej TRENDowate i będzie nas coraz więcej.
Poniżej kilka mitów dotyczących feministek i dla kontry kilka faktów. Polecam lekturze zarówno paniom, jak i panom.
Mity:
1. Feministki mają trzy cycki.
2. Feministki nie wiedzą, co to depilator, stringi, zalotka i lakier do paznokci.
3. Feministki nie mają przyjaciół (poza innymi feministkami i gejami).
4. Feministki są grube.
5. Feministki nie interesują się niczym poza feminizmem.
6. Feministki nie wiedzą, co to miłość.
7. Feministki nie oglądają telewizji (czytają tylko poważne książki)
8. Feministki nie chodzą na babskie imprezy.
9. Feministki (wszystkie) mają koty.
10. Feministki nienawidzą facetów.
Fakty:
1. Feministki golą nogi i używają kosmetyków, także tych upiększających.
2. Feministki potrafią się wzruszać i płakać.
3. Feministki chodzą na zakupy.
4. Feministki uprawiają seks.
5. Feministki oglądają komercyjne filmy i słuchają komercyjnej muzyki.
6. Feministki noszą koronkową bieliznę.
7. Feministki potrafią przyznać się do błędu i przeprosić.
8. Feministki potrafią gotować i zajmować się domem.
9. Feministki mogą mieć dzieci.
10. Feministki lubią facetów.
Feministka pełną gębą,
Holigoli
Raszple na Facebooku!
Raszpla (łac. raszplus) - kobieta o urodzie trudnej do pominięcia, nie zawsze ładna, zawsze oryginalna.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą feministki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą feministki. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 12 sierpnia 2012
poniedziałek, 9 lipca 2012
Kobieta, która nienawidzi kobiet
Teraz napiszę coś za co znienawidzą mnie feministki. Kobiety
powinny uczyć się od facetów. Tak, tak powinny. Czego? Egoizmu panie, właśnie
egoizmu. Szerzy się choroba, która dotyka coraz więcej moich koleżanek. Idą za
swoimi mężczyznami jak cielaki prowadzone na rzeź. Przestają być niezależnymi
Kasiami, Magdami, Sylwiami itd., a stają się jakąś hybrydą, łącząc się we
wszystkim ze swoim dziadem. Tak będę pisać dziad, to taki synonim. Kto do
cholery powiedział, że każdą minutę trzeba spędzać razem, że trzeba pytać, czy
mogę iść na kurs języka obcego, czy mogę sobie kupić sukienkę, czy mogę wyjść z
kumpelami na piwo. Kiedy słyszę takie teksty, krew mnie zalewa. Otóż tak możesz
kobieto, bo zarabiasz na siebie i masz swój własny mózg!
Dlaczego my, które jesteśmy niby takie wyemancypowane,
„cipiejemy”, bo nie wiem już jak to nazwać, gdy jesteśmy w związku. Jesteśmy w
stanie dać sobą zawładnąć i ograniczyć się jakiemuś tzw. „possessive” guy’owi,
którego będziemy bardziej własnością niż ukochaną kobietą? Czy tak chcemy być
kochane, że jesteśmy w stanie schować do kieszeni swoje poglądy? Może to tylko
takie nasze gadanie na pokaz?
Obraźcie się na mnie i zlinczujcie, ale moim zdaniem to brak
pewności siebie. To chore, że wmawiamy sobie wiecznie, że coś z nami nie tak.
Kobiety są tak upierdliwe, że zawsze znajdą jakąś niedoskonałość w sobie, a to
nogi za grube, a tu brzuch nie taki, a cycki za małe. No do jasnej cholery!
Jeżeli faktycznie ważysz za dużo, schudnij! Zrób coś ze sobą kobieto! Albo
zaakceptuj siebie i nie wymyślaj na siłę swoich wad!
Czy widziałyście kiedyś faceta, który ma kompleksy? Bo ja
nie, najwyżej ma „niedoskonałości”. Kiedy ma brzuch od piwa, twierdzi, że jest
dobrze zbudowany. Ma starego „komarka”, ale powie, że jest zmotoryzowany. Nie
zna się na danej dziedzinie, ale określi siebie jako „amatora – hobbystę”. Z
włosów na ramionach może pleść dready, ale nie ogoli ich tylko stwierdzi, że
„kobiety to lubią takie miśki”.
To jest właśnie odrobina egoizmu, której nam brakuje. Więc
babki, jeżeli chcecie zrobić coś dla siebie, nie pytajcie o zgodę, po prostu to
zróbcie. Jeżeli macie ochotę wrąbać pizzę, nie żyjcie o listku sałaty. Jeżeli
ważycie za dużo, schudnijcie dla siebie, nie dla niego. Wyluzujcie, tak jest
naprawdę łatwiej. Jest łatwiej kiedy nie spełnia się czyichś oczekiwań.
Nie szanuję kobiet, które zatraciły siebie kosztem tzw. udanego związku. Dupa to jest, a nie
udany związek, kiedy nie możecie się rozwijać. Przytwierdziłyście się do swoich
dziadów klejem, czy co? Gorzej, gdy to on zechce się odlepić. Amputacji możecie
nie przeżyć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
